WYWIADY
Wywiadów
było całkiem sporo, i dla radia i dla prasy, ale Bóg mi świadkiem, że nie chce
mi się tego wszystkiego szukać po sieci, hehe... ;-) W związku z powyższym
zamieszczam tu dwa obszerniejsze.
Oto wywiadzik dla magazynu „ELMANIA” i
jednocześnie dla „Astral Voyagera” (rok 2000).
"Talentu nikt Cię nie nauczy. Szkoły nauczyć Cię mogą jedynie
techniki/warsztatu. A tego właśnie możesz w istocie nauczyć się SAM."
El.: Czy możesz podać kilka informacji o sobie?
Bookovsky:
Hehehe, takich ogólnych? Urodziłem się 1975 roku, w Krakowie. Matka - Jan.
Ojciec: Elżbieta. Eee...... Chyba coś nie tak. Heheh. Może zostawmy te tematy.
;-)
El.: Skąd zainteresowanie elmuzą? Kim są Twoi idole?
Bookovsky: W Krakowie bardzo rozwinięte było piractwo
radiowe (sam nadawałem potem piracką audycję). Oczywiście łatwo się domyślić,
iż w normalnych stacjach radiowych elektroniki nie puszczano. Ale właśnie
piraci namiętnie, godzinami, puszczali muzykę elektroniczną. Wcześniej znałem
Jarre'a, Tangerine Dream, może coś tam jeszcze, ale dzięki słuchaniu piratów
radiowych rozwinąłem swoje zainteresowania, hehe. Nawiasem mówiąc - teraz
krakowscy piraci puszczają już tylko dance, ale to młode bydlaki, które na
niczym się nie znają. :-\ To smutne. Oczywiście kiedyś tam, w podstawówce
fascynowałem się utworami Jarre'a, Bilińskiego i tym wszystkim, co było
podówczas dostępne w radiu i telewizji, ale nie traktuję tego poważnie, bo nie
było to świadome zainteresowanie, a raczej instynktowne - dopiero dzisiaj, po
latach, konstatuję, iż już wtedy najbardziej lubiłem elektronikę, tylko nie
wiedziałem, że to elektronika, hehehehe. Generalnie można rzec, że zaczynałem
dość dziwnie, to znaczy od Tangerine Dream, Kraftwerku i Jarre'a, a dopiero
potem poznałem grupy takie, jak na przykład KOTO, heheheh. =8-D Co śmieszne,
obok tych wykonawców zawsze z kolegami nagrywaliśmy na kasety muzykę z gier i
dem z komputerów 8-btowych i z Amigi (bo w onym czasie PeCet mógł służyć
najwyżej do koszenia trawników) i słuchaliśmy tego wszystkiego z zapartym
tchem, heheh. A kogo uważam za mistrza elektroniki? Hmmmmm. Przede wszystkim
Vangelisa. Jego płyta "Heaven and hell" jest moim zdaniem najlepszą
płyta el-muzyczną na świecie. I chyba pozostanie taką po wsze czasy. Kraftwerk
także jest dla mnie kultowy. Tangerine Dream - podobnie. Front 242 jest doskonały, ale najnowsze
ich osiągnięcia są dużo gorsze, szkoda. Nie byłbym sobą, gdybym nie wymienił
Polaków (jestem wielkim fanem polskiej elektroniki). A więc proszę: Biliński
(był genialny, dopóki być takim nie przestał), cenię muzykę Komendarka z lat
1985-1986, Hertel też jest przeze mnie ceniony... bardzo zawsze lubiłem muzykę
osób/grup, które debiutowały fonograficznie w tym okresie, co ja (ok.
1993-1996): Tomka Kubiaka, Kerygmę, Daniela Blooma, Deliver, Key Follow,
Andrzeja Szymalskiego, Michel Delving (to zespół wbrew pozorom, hehe), Piotra
Grinholca... Lubię też zupełnie nowych twórców, jak: Tomasz Zawadziński,
Polaris (pomimo, że się do mnie nie przyznaje na tej stronie WWW, hehhe),
Remote Spaces, 3N, wspaniałego el_visa (a jakże, heheh!!!), Marka Szulena i
innych. A jako że wciąż mi mało mojej ukochanej elektroniki - ciągle poszukuję
nowych jej nurtów. Dlatego uwielbiam również synth-pop, industrial, nie
wzgardzę techno, jeśli jest w dobrym wykonaniu, dla mnie to wszystko jest
muzyka elektroniczna, tylko w różnych odmianach. Komu się to nie podoba, niech
się zatłucze młotkiem na śmierć.
El.: A kiedy poczułeś że chcesz tworzyć własną?
Bookovsky:
Heh, to trudno stwierdzić. :^) Od kiedy pamiętam, zawsze interesowało mnie
robienie muzyki; w podstawówce, wobec braku jakiegokolwiek instrumentu, robiłem
jakieś dziwaczne eksperymenty z miksowaniem paru ścieżek własnego głosu na
kilku magnetofonach itp... Potem, gdzieś na początku liceum kupiłem swego
ukochanego po dziś dzień Spectruma 48K (konkretnie był to Timex), właśnie po
to, by robić na nim muzykę. Do teraz nie mogę odżałować, że nigdy nie dostałem
w swe ręce wspaniałego 5-kanałowego programu, na którym swoje cudowne utwory
komponował wspaniały Tim Follin (dla mnie jeden z najlepszych muzyków w ogóle,
nie tylko na Spectrum). Z resztą wciąż od czasu do czasu tworzę jakieś kawałki
z użyciem mojego zajebistego komputera, który oczywiście wciąż działa!! :^) No
i tak się to właśnie zaczynało. Heheh...
El.: Czy uczyłeś się wcześniej formalnie muzyki?
Bookovsky:
Chodzi Ci o to, czy mam papier z jakiejkolwiek uczelni muzycznej? Nie. Nie mam.
Nie jestem kolekcjonerem dyplomów.
El.: Jaki związek ma formalne wykształcenie muzyczne z komponowaniem
el-muzyki?
Bookovsky:
Hehehe, widzę, że Ty mnie tu podpuszczasz. :^) Zauważyłem, że to sztampowe
pytanie w Elmanii. Hie-hie... Jest więc tak... Talentu nikt Cię nie nauczy.
Szkoły nauczyć Cię mogą jedynie techniki/warsztatu. A tego właśnie możesz w
istocie nauczyć się SAM. Twoja technika warunkuje Twoją muzykę, ale też Twoja
muzyka wyznacza potrzebną Ci technikę. Ja gram berliński trance. Czy potrzeba
mi techniki wymaganej w konkursie szopenowskim? Hmm. Nie wydaje mi się. Owszem
- nie wzgardziłbym. Ale - nie posiadając takowej - nie zabiję się, bo też w
konkursach szopenowskich nie startuję. Wiedza teoretyczna o muzyce? Tą wiedzę
posiedli ludzie. Jeśli więc będę wystarczająco długo eksperymentował, odkryję
ją i tak, a w dodatku być może uniknę obcych wpływów, uniknę wpadnięcia w
jakieś kanony, w które - nie ma innej możliwości - wciskają Cię w każdej
szkole: Akademii Sztuk Pięknych, Szkole aktorskiej... Kolejny zarzut: czy bez
szkół moja muzyka stanie się w końcu nieciekawa, nudna, wtórna...? Znając
(smutne) życie - pewnie właśnie taka się stanie, ALE NIE BĘDZIE TO WYNIKIEM
BRAKU SZKOŁ. To niewesołe zjawisko spotka w końcu każdego, gdyż z
wykształceniem nie ma ono nic wspólnego. Co ciekawe - ja nie mam nic przeciw
ludziom z muzycznym wykształceniem. Moje powyższe wypowiedzi wywołane są
głupawymi atakami ze strony tychże ludzi: posiadaczy dokumentów, papierów,
dyplomów i NICZEGO więcej. Mógłbym dłużej na ten temat rozprawiać, ale nie chce
mi się już na ten temat gadać, więc jeśli ktoś chciałby mi poderżnąć gardło, to
proszę pisać: hprg@friko.onet.pl
El.: Gdzie powstaje Twoja muzyka?
Bookovsky:
Aktualnie od długiego już czasu tworzę muzykę u siebie w domu, jak każdy
el-muzyk. (Ten bogaty ma w domu całe studio, więc właśnie tam tworzy, heheh, a
ja, jako biedny, tworzę w domu, no bo gdzieżby, hie-hie...). Potem zaś idę ze
sprzętem do studia, płacę setki złotych, by muzyczkę takową nagrać, następnie
zaś miesiącami żywię się trawą i korą z brzóz. Nieco inaczej było z moim
pierwszym albumem. Jako że nie miałem podówczas ani pół profesjonalnego
syntezatora, musiałem chodzić do znajomej, która miała Yamaszkę, i u niej
właśnie komponowałem cały tamten materiał. Hehhe... Spartańskie, rzec by można,
warunki... :^)
El.: Wiem, że współpracujesz z innymi muzykami. Gdzie wtedy gracie i jak
wygląda praca w Twoim zespole?
Bookovsky:
Współpracowałem już z wieloma muzykami, w różnych zespołach, nie tylko
elektronicznych, choć głównie. Praca z ludźmi jest jak współżycie z nimi.
(Proszę nie kojarzyć tego z seksem, heheh). Z jednymi jest łatwiej, z innymi
zaś - gorzej. Bywa też tak, że przez wiele lat z jakimś gościem wspaniale się
rabotajet :^) , a potem nagle okazuje się to całkowicie niemożliwe. Jeśli zaś chodzi
o miejsce, to w 90% przypadków robimy wszystko u mnie w domu ze względu na
najlepsze wyposażenie i warunki (co nie znaczy, że dobre).
El.: Ostatnio zacząłeś zwracać się w kierunku elektro popu, co będzie
dalej?
Bookovsky:
Ha. W sumie to nie tak ostatnio, bo stylem post-kraftwerkowskim zająłem się w
1994 roku. Uwielbiam ten zespół i zawsze chciałem spróbować, czy też tak
potrafię. GEIGER BOX, mój zespół, oddala się ostatnio od kopiowania Kraftwerku,
ale chcę podkreślić, iż WCIĄŻ jest to muzyka skierowana do fanów tejże grupy i
takim właśnie ludziom powinna się podobać. A co będzie dalej? Hmmmm. Ciężko
stwierdzić. Uważam, że skoro ludzie kojarzą pseudo BOOKOVSKY ze szkołą
berlińską, nie mam prawa robić im świństwa i narażać ich na zbędne koszta, robiąc
pod tym nickiem co mi się żywnie podoba. Sami wiecie, jak irytujące są nowe
płyty Tangerine Dream, Oldfielda i innych. Dlatego, jeśli czuję potrzebę
wykazania się na innych polach, spróbowania czegoś nowego, to wymyślam inny
pseudonim, bądź zakładam nowy zespół. Ograniczę się teraz chyba tylko do
wymienienia gatunków muzycznych (tak czy inaczej wszystko to jest elektronika,
albo muzyka instrumentalna), jakimi się zajmuję: prócz berlińskiego trance'u i
techno-popu gram folk celtycki, metal-industrial, space-electronic oraz muzykę
symfoniczną, choć ostatnio podjąłem decyzję, by połączyć ją z moim przyszłym
'berlińskim' materiałem "BOOK OF SKY" (hehe, niezły tytuł, nie? ;^)
)... A w przeszłości grywałem nawet dziwniejsze odmiany muzyki, jak techno,
black-metal itp... Heh... Poważnie. :^)
El.: Jakimi instrumentami dysponujesz a o jakich marzysz?
Bookovsky:
Hehhee, wolę nie zdradzać swego instrumentarium, jest zbyt kiepskie. A o czym
marzę? Hmmm... Wiesz... Ja nie jestem jakimś maniakiem elektronicznych układów,
czy cóś. ;^) Nie znam się na tym. Chciałbym mieć sprzęt, który zaspokoi moje
oczekiwania co do brzmienia mojej muzyki, to wszystko. I generalnie mój
aktualny set nieszczególnie odbiega od tak pojętego ideału. Na pewno przydało
by mi się coś, co potrafi jak najdokładniej emulować BRZMIENIE orkiestry
symfonicznej; nie zaś SAMĄ orkiestrę, co pewnie z chęcią zarzucili by mi różni
idioci. I to chyba wszystko. :^)
El.: Co jest najważniejsze dla Ciebie w muzyce elektronicznej: syntetyczne
barwy, nastrój a może zupełnie coś innego?
Bookovsky:
Zależy w jakiej. W tym miejscu chyba się nieco rozdrobnię, bo też nurtów,
których słucham, jest sporo. W 'szkole berlińskiej' najważniejszy jest dla mnie
trans. Ta muzyka musi mnie hipnotyzować. Dla rozróżnienia w muzyce techno-trance
wymagany jest przeze mnie dodatkowo pewien pęd, szybkość. (Lubię zwłaszcza
GOA). W techno-popie uwielbiam tę nieludzką, syntetyczną atmosferę. Kult
elektronicznych urządzeń, wciąż się rozwijających i tworzących naszą
codzienność. Syntetyczne barwy plus sample będą tu podstawą. W space-electronic
cenię sobie po prostu melodyjne kawałki, które nieodzownie muszą posiadać tę
charakterystyczną atmosferę portu kosmicznego, bądź międzygwiezdnego statku.
Może trochę podobnie rzecz się ma z synth-popem, tu też dobra melodia jest
najważniejsza, ale tu musi być jeszcze sporo uczucia, romantyzmu, czegoś, przy
czym można uwodzić kobietę. No i oczywiście JAK NAJBARDZIEJ syntetyczne
dźwięki. Chociaż z fortepianem ładnie by się komponowały. ;^) Industrial? Heh. Oczywiście
wrażenie pobytu w halach fabrycznych, hałasu maszyn, zgrzyt metalu, itp... :^)
W elektronice symfonicznej muszę czuć patos, moc... Ta muzyka musi mnie
porywać. (Jak wspomniany "Heaven and hell" Vangelisa na przykład).
Zaskakujące zmiany akordów oraz - znowu - piękne melodie, a opis takowy
świetnie pasuje do Adiemusa. Darkwave...? Wielki smutek. Miłość. Rozpacz.
Strach. Krótko mówiąc - uczucia. Niski, męski vocal i czasem eksperymenty
brzmieniowo/muzyczne też są tu mile widziane. :^) Jeśli zaś idzie o elektronikę
środka, taką bardziej popową, to życzyłbym wszystkim jej twórcom, by poświęcili
chwilę czasu i sprawdzili, jak to robił Mistrz Biliński. Solówy na syntezatorze
to najpiękniejsza rzecz na świecie. No cóż, wygląda na to, iż w elektronice ważne
jest dla mnie wszystko: syntetyczne barwy, nastrój oraz to "coś zupełnie
innego". Hehhehe. ;^)
El.: Jakie masz muzyczne plany na przyszłość?
Bookovsky:
Hmmmm. Musiałbym pomyśleć... Chciałbym dokończyć materiał na moją trzecią
solową płytę "ANALOGy", potem kolejny album: "BOOK OF
SKY"... Chciałbym gdzieś w końcu wydać płytkę zespołu GEIGER BOX, który
jak do tej pory pokazuje się często, ale tylko na kompilacjach... Przydało by
się przyspieszyć prace nad drugą płytą naszego zespołu industrialowego, którego
nazwy nie wymienię, hehhe, przerażonym wyłuszczę, iż nie jest to AGRESIVA 69
(czy tak się to pisze?!?!?). I pewnie chciałbym zrobić wiele innych rzeczy,
które przyjdą mi do głowy jutro, pojutrze, i tak bez końca, hehehe. ;^)
El.: Dzięki
Bookovsky:
Nie ma sprawy. To ja dziękuję za zainteresowanie. Hehhe. ;-) I pozdrawiam
wszystkich fanatyków wszelakiej muzyki elektronicznej. =8-D Nie dajcie
się!!!!!!!!!!
A oto wywiad z roku 2005, dla portalu „Tectura”.
Nie przewiduję grania dance....
Specjalnością
Bookovsky`ego jest muzyka elektroniczna. Sam mówi o sobie jako o twórcy
trance`u berlińskiego czy klasycznego rocka elektronicznego. Wydał trzy albumy
autorskie, a w zespole Geiger Box realizuje swoje świeże fascynacje electro.
Właśnie od tego tematu zacząłem moją rozmowę z Michałem Bukowskim...
TECTURA:
Geiger Box wziął udział w płycie poświęconej Depeche Mode. W jednym z wywiadów
stwierdziłeś , że Wasza grupa narodziła się z pustki jaka powstała po zespole
Kraftwerk. Jaki wpływ na twoje podejście do muzyki miała słynna niemiecka
formacja, a co najbardziej cenisz w Depeche Mode?
Bookovsky: Kraftwerk
jest jednym z moich, jak to się mówi - kultowych zespołów. Uwielbiam takie
zimne, maszynowe rytmy i brzmienie. Do dzisiaj zbieram wszystko co gra jak
Kraftwerk. Foltman natomiast słuchał głównie EBM-u, Front 242, 808 State i tym
podobnych. Jako, że materiał na naszą płytę "Humanity" powstawał
bardzo długo, od skomponowania pierwszych numerów do momentu wydania albumu
minęło 10 lat, to przez ten czas sam zaraziłem się EBM-em. Potem przyszło
zainteresowanie industrialem, synth-popem i darkwave. Dlatego finalnie nasza płytka
nie jest tak bardzo retro, jak zakładaliśmy. Wyszło nam coś pomiędzy
techno-popem a darkwave'em, z EBM-em w środku (śmiech). Niestety przez ten czas
Foltman zdążył zupełnie zniechęcić się do robienia muzyki choć wciąż pisze
programy muzyczne na PC-ta. Ja zaś nadal cenię przede wszystkim klimaty
kraftwerkowe, ale wzbogacone o elementy późniejszych nurtów elektroidalnych.
Takiej też mieszanki należy spodziewać się na kolejnych produkcjach Geiger Box,
o ile takowe znajdą wydawcę. Depeche Mode zaś, nie licząc oczywiście tego co w
latach osiemdziesiątych słyszałem w radiu i telewizji, poznałem dość późno.
Spodobał mi się wokal, niebanalne kompozycje itd. Poza tym jest to muzyka w
jakiś sposób wywodząca się właśnie z Kraftwerku, oparta na elektronice, a
właśnie muzyka elektroniczna jest tym, co lubię najbardziej.
-Nie
myślałeś by na dłuższą metę wydawać swoje płyty samemu? Zdaje się, że tylko SEN
PARANOIKA wypuściłeś do tej pory własnym sumptem... Co myślisz o tym sposobie
wydawania muzyki, czyli przez samych twórców?
-Jeśli mowa o CDR-ach, to faktycznie tylko jedną płytkę
tak wypuściłem i w rzeczy samej był to SEN PARANOIKA. Sprzedawał się
nienajgorzej, ale właśnie wtedy dokonałem spostrzeżenia, iż ludzie raczej
średnio chętnie kupują takie płyty. Podchodzą podejrzliwie do ich jakości
technicznej. Jeśli więc chodzi o mnie, to chyba wolałbym już mieć dobry serwer
i publikować muzykę w postaci plików MP3 w sieci wraz z okładką, jak robią to
LINE 256, EL_Vis i wielu innych. Ostatecznie i tak co się wyda, to ludzie spiratują,
nawet kiedy płyty kosztują 20, 30 złotych. I to tłoczone, profesjonalne
wydawnictwa, nie CDR-y. Ludzie spiratowali Geiger Box i inne moje płyty...
Różnica pomiędzy wydawaniem w sieci, a wydawaniem w realu przestaje więc mieć
znaczenie. I tak wszystko ląduje na Direct Connect i innych programach p2p.
Jeżeli zaś chodzi o kupowanie CDR-ów od innych, to ja nie widzę tu problemu.
Uważam, że jeśli jakiś muzyk nie ma możliwości wydania swojego materiału w
firmie, to powinien zrobić to sam. Jeśli mi się coś podoba, to zawsze kupuję.
Nie zniechęcają mnie płyty publikowane na CDR-ach. Ludzie mają teraz takie
możliwości techniczne, że tego typu produkcja jest wręcz trudna do odróżnienia
od fabrycznej płyty kompaktowej. Powinni więc je wykorzystywać.
-Zgadzam
się z Tobą...
-Wpadłem ostatnio na
jeszcze inny pomysł. Dla ludzi, którzy pamiętają czasy, kiedy kupowało się
kasety z elektroniką, będę prawdopodobnie wydawał limitowane do 100 sztuk
albumy różnych muzyków. Wszystko na kasetach właśnie. Label ma się nazywać
OLD-SKOOL. Jako, że mało kto używa współcześnie magnetofonów, to nakład będzie
niewielki, a albumy będą rozdawane za darmo. Na zasadzie promocji danych
artystów. Ktoś podeśle kopertę ze znaczkami i dostanie kasetkę (śmiech). To
jednak na razie tylko pewien plan. Zobaczymy czy wypali.
-Ciekawy
pomysł...
-Mam nadzieję, że go zrealizuję. Chociaż uzależnione jest
to od wielu czynników. Kondycja elektroniki w Polsce jest tak kiepska, że być
może nawet rozdawanie muzyki za darmo nie zda egzaminu... No cóż, zobaczymy.
-We wstępie do swojej strony internetowej twierdzisz, że
nie sądzisz by ktokolwiek, choć przypadkiem na nią zajrzał... Skąd u Ciebie
taki sceptycyzm i brak wiary w popularność tej muzyki ?
-Jeśli chodzi o wiarę w popularność moich dźwięków, to
wiary tej mam aż w nadmiarze, popartej skądinąd empirią. Ale generalnie
powiedzmy to sobie szczerze - elektronika NIE JEST popularna, nad czym ubolewam
głównie jako słuchacz, bo mam utrudniony do niej dostęp. Zadziwia mnie również
kiepska mobilność fanów tej odmiany muzyki. Nie tylko nie chce im się jeździć
na festiwale, ale także płyt nie chce im się kupować. Za to chętnie je
piratują. Jak już wspomniałem wielu polskich elektroników sprzedaje
CDR-y z fantastyczną muzyką. Bardzo ładnie wydane. I co? Dostaję od nich
wiadomości, że ludzie do kupowania się nie garną. Chociaż wydać 20, 30 złotych,
to chyba nie problem. Za to na listach dyskusyjnych aktywnie poszukują okładek
do tych płyt! Bardzo interesujące. Stąd właśnie mój drastycznie spadający poziom
wiary w powrót dobrych czasów dla elektroniki. Ale nie tylko mnie to dotyczy.
Konrad Kucz powoli przerzuca się na jakieś nowe trendy, Remote Spaces
również... Adam Bownik. I nie tylko oni oczywiście. Niewątpliwie jest to
wyraźnym sygnałem, że zjawisko zwane muzyką elektroniczną zdycha. Między innymi
stąd właśnie mój pomysł labelu wydawniczego. Ale i w samej jego idei tkwi już
pewna doza niewiary...Rozdawać elektronikę za darmo? To już jest z nią aż tak
źle, że nikt jej nie kupi? Może to nie do końca to samo, bo akurat chodzi o
wątpliwość czy ktoś jeszcze będzie chciał kupować kasety magnetofonowe, ale...
-Jako
Bookovsky poruszasz się w świecie muzyki nazywanej trance`em berlińskim bądź
klasycznym rockiem elektronicznym. Wiemy jakie są Twoje inspiracje muzyczne. Na
stronie podajesz wielu, cenionych przez siebie twórców. A możesz opowiedzieć mi
o swoich inspiracjach pozamuzycznych?
-Prawdopodobnie literatura SF i fantasy. Albo szerzej -
ogólnie pojęta fantastyka. Prócz literatury oczywiście również film i komiks.
Także manga i anime. Pisałem z tego nawet pracę magisterską. W jakiś sposób
inspiruje mnie chyba też historia komputerów osobistych. Te stare maszyny coś w
sobie mają i sporo osób mówi mi, że to czasem słychać w moich numerach. Może...
-Która nagrana
przez Ciebie płyta jest Ci najbliższa?
-Chyba dwie. Jedna to "ANALOGy", bo jest w
mojej opinii najlepsza i brzmi najbardziej berlińsko. A druga, to właśnie
wspomniany Geiger Box. Album "Humanity" jest z jednej strony
kraftwerkowy, a z drugiej - zawiera dużą dawkę uczuć, jest bardziej ludzki...
No i wiąże się niejednokrotnie z moimi różnorakimi przeżyciami osobistymi.
-Dave
Gahan z Depeche Mode przed kilku laty w jednym z wywiadów stwierdził, że
większość muzyki elektronicznej jaka obecnie powstaje jest pozbawiona
pierwiastka ludzkiego, zbyt wysterylizowana i za bardzo dopieszczona,
pozbawiona odrobiny niedoskonałości. Zgadzasz się z tymi słowami?
-Jeśli myślał o tzw. „nowej elektronice” to pewnie miał
rację. Natomiast jeśli chodzi o gatunki elektroniczne wywodzące się z lat
siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a wciąż grane - to tutaj nigdy maszyny
nie grały. Zawsze był to człowiek. A może Gahanowi chodziło o to, że ludzie
odchodzą od syntezatorów i robią muzykę na komputerach...? Bach, czy Beethoven
też nie byli ośmiornicami, nie grali wszystkich partii instrumentów. Pisali
sobie nutki. Dzisiaj ludzie robią podobnie. Piszą sobie, chociaż nie zapisują
tego na papierze, a w różnych programach. Współczesna elektronika bywa często
dopieszczona i wysterylizowana. Zgadza się. Wiadomo, że Edenfelf nie brzmi, jak
Tangerine Dream z lat siedemdziesiątych. Ale ja nie widzę w tym nic złego.
Słucham jednego i drugiego. Cieszę się różnorodnością. Bo o to właśnie w tym
wszystkim chodzi.
-Możesz mi
powiedzieć jak wygląda Twoja praca nad utworem? Ciekaw jestem również co
wchodzi w skład Twojego instrumentarium, na ile pomocny jest Ci komputer?
-Nie jestem bogaczem, nie mam wypasionego sprzętu, toteż
nie ma tak naprawdę o czym mówić. Na razie trzymam się syntezatorów Yamahy,
chociaż to się może zmienić. Pierwszy album, wydany w 1996 roku, zrobiłem
właśnie na pożyczonej Yamaszce. W tym samym roku kupiłem lepszą i nagrałem na
niej drugą płytę. Oczywiście plus ATARI 1040 ST. Bez tego ani rusz. Później
doszedł Pecet, który wspomaga dziś pozostałe złomy jako sequencer i sampler. Na
komputerze odpalam także parę softwareowych syntezatorów analogowych. Jak
widzisz nic wielkiego. Wszystko co koniecznie i niezbędne do robienia muzyki o
rozsądnej jakości. Na tym sprzęcie nagrałem płytę ANALOGy i HUMANITY Geiger Box
oraz parę innych albumów.
-Czy
chciałbyś napisać muzykę ilustrującą film? A może dźwięki tworzone przez Ciebie
dobrze współgrałyby z jakąś inną dziedziną sztuki...?
-Swego czasu pisał do mnie malarz, który twierdził, że
maluje obrazy słuchając mojej muzyki. To takie moje pierwsze skojarzenie z
Twoim pytaniem. A poza tym w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych zrobiłem
muzykę do baletu. Dziwnie się czułem widząc przedstawienie baletowe do własnych
kompozycji... (śmiech). A jeśli chodzi o film, to czemu nie. Zwłaszcza, że
studiowałem filmoznawstwo.
-Zależy Ci na konkretnej interpretacji swoich dźwięków?
Czy może Jesteś za zupełnie wolnym, jak najbardziej szerokim jej odbiorem przez
słuchaczy?
-Muzyka pozbawiona tekstu i wokalu siłą rzeczy bardziej
nadaje się do dowolnych interpretacji. Kiedyś pewna dziewczyna pytała mnie,
jaki rodzaj muzyki najbardziej kojarzy mi się z uprawianiem seksu. Była bardzo
zaskoczona gdy w odpowiedzi puściłem jej ciężki industrial. Przeróżnie można
interpretować muzykę. Jeśli zaś chodzi o Geiger Box, to interpretacje w
mniejszym lub większym stopniu narzucają teksty.
-Na chwilę
odejdźmy od muzyki. Ciekawi mnie co Michał Bukowski robi na co dzień... Czym
się zajmuje oprócz majstrowania przy dźwiękach.
-No cóż, pracuje sobie w jakieś firmie. Nuda,
mobbing, biurowy syf. No i jestem teraz na studiach podyplomowych, na
dziennikarstwie. Poza muzyką natomiast zajmuję się różnymi rzeczami. Dawniej
lubiłem sobie od czasu do czasu film animowany zrobić. Ostatnio znowu nachodzi
mnie na to ochota. Piszę Science Fiction, ale tylko raz mi coś wydali, jeszcze
w latach osiemdziesiątych w "Małej Fantastyce". Od tamtej pory
nigdzie tego nie wysyłam. Inne przykładowe rzeczy, które piszę, można znaleźć
na mojej stronie www. Interesuję się starymi komputerami, przede wszystkim
8-bitowymi, ale Amiga i Atari ST też są OK. Czytuję SF i Fantasy, lubię
komiksy i filmy, najlepiej w podobnym klimacie. Polityką interesuję się także,
wieczorem oglądam przynajmniej dwa dzienniki (śmiech). I dużo piję. To znaczy
kiedyś dużo piłem, bo moja dziewczyna (też gra elektronikę) działa na mnie
tonująco... Cokolwiek to znaczy.
-W
zamieszczonych na Twojej stronie internetowej przemyśleniach często pojawia się
temat wolnej woli człowieka, a raczej jej brak. Stan ten bierze się ze słabości
osobowości jednostki, objawiającej się przyjmowaniem zachowań narzucanych przez
otoczenie, a całkowicie sprzecznych własnymi myślami i pragnieniami. Jest na to
jakaś recepta?
-Hmmm... Rzeczywiście całkiem sporo pojawia się tam
takiej tematyki. Nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy. Co do odpowiedzi na
Twoje pytanie, to właściwie sam sobie odpowiedziałeś. Co ciekawe, tak naprawdę
odpowiedzi w moich tekstach nie znajdziesz żadnych. Ja tam głównie zadaję
pytania. Jakie źródło mają dziwaczne zachowania człowieka? Czemu robimy coś
innego, niż byśmy chcieli? Mogłem opisać tam więcej tego typu sytuacji. Na
przykład gdy człowiek jest zaatakowany na ulicy, przez bandytę w nocy. Chce uciekać
i nie może, jest sparaliżowany ze strachu. To już nie tylko wbrew wolnej woli,
ale i wbrew instynktowi samozachowawczemu. Nie mam odpowiedzi na takie pytania.
Nie wiem, skąd się to bierze, a proste biologiczno-behawioralne wyjaśnienia
mnie nie satysfakcjonują. Ani chemiczne, ani psychologiczne eksplikacje mi nie
wystarczają. Mechanizmy takich zachowań człowieka są bowiem znacznie mniej
interesujące, niż powody działania tego typu mechanizmów. Tak czy inaczej jeśli
poznam jakieś odpowiedzi to dam Ci znać.
- Czujesz
się wolnym człowiekiem?
-Szczerze mówiąc nie. I patrzę na ten problem z wielu
stron. Również od strony politycznej i społeczno-ekonomicznej. Wszyscy jesteśmy
niewolnikami. Albo 90% nas wszystkich. Koszmarny świat sobie stworzyliśmy. Aż
mi się o tym nie chce dzisiaj myśleć.
-Powiedziałeś,
że pochłania Cię codzienna praca, także studia. Jak w natłoku obowiązków
znajdujesz jeszcze czas na granie i komponowanie?
-Czas na komponowanie jakoś się znajduje, choć ostatnio
faktycznie zaczynam fizycznie nie wyrabiać i już o 24:00 jestem zmęczony. Na
razie i tak kolumny mi padły i nie mam kasy żeby je naprawić bądź kupić nowe.
-Chciałbyś kiedyś
poświęcić się wyłącznie muzyce? Uważasz, że jest to realne?
-Domniemywam, że masz na myśli zarabianie na niej.
-No
właśnie...
-Trudno przewidywać nagły wzrost popularności muzyki
elektronicznej i powrót do dawnych, dobrych czasów. Trudno też myśleć, że z
dnia na dzień zacznę zarabiać krocie (śmiech). Żeby żyć z muzyki musiałbym więc
pewnie zacząć produkować dance dla jakiejś wytapirowanej d*py, lub grać na
weselach (hehe). Tak więc nie przewiduję. Może i jest to w pewien sposób
realne, ale nie wiem, czy mi się podoba. Chyba nie bardzo.
Rozmawiał Arkadiusz Zacheja, 2005
Wywiad
dla portalu Alternative Pop (z
roku 2005)
Alternative Pop: Muzykę tworzysz od wielu lat. Jak się to wszystko zaczęło
i jak ewoluowało?
Bookovsky:
Zetknąłem się z muzyką elektroniczną, która mnie zafascynowała. To było jakoś w
1989/1990 roku (wcześniej zupełnie nie interesowałem się muzyką). Jednocześnie
coś tam sobie zacząłem brzdąkać w tym czasie, na jakichś złomiszczach ;) W krąg
moich zainteresowań wchodziły kolejno coraz to inne podgatunki muzyki
elektronicznej. Jak również muzyka instrumentalna (folk celtycki, muzyka dawna
itp). Obok klasycznej elektroniki pojawiły się w ramach moich zainteresowań
bardziej współczesne odmiany - EBM, synth-pop, industrial... Interesuje mnie
dość szerokie spektrum elektronicznych brzmień. Tyczy się to również grania.
Alternative Pop: Jesteś osobą bardzo aktywną na polskim elektronicznym
podwórku, prócz projektu sygnowanego nazwiskiem tworzysz również i inne.
Zaistniałeś również jako wydawca. Możesz opisać z grubsza owe formy aktywności?
Bookovsky:
Spośród tych innych projektów najważniejszy jest Geiger Box. Co do pozostałych,
to nie będę się nad nimi rozwodził, bowiem są niejako anonimowe - robione pod
różnymi pseudonimami. A jeśli chodzi o wydawnictwo, to faktycznie wypuściło ono
dwa albumy, ale na razie - niestety - trochę przystopowało, chociaż w kolejce
czekają dwaj kolejni bardzo dobrzy elektroniczni artyści... Wszystko - jak
zwykle - rozbija się o kasę.
Alternative Pop: Czy mógłbyś nieco przybliżyć charakter owej aktywności
wydawniczej?
Bookovsky:
Wydawnictwo Old-Skool zaczęło działalność w tym roku. Ma za zadanie promować
klasyczną muzykę elektroniczną, która - po latach świetności - jest aktualnie w
odwrocie. Nazwa Old-Skool tyczy się nie tylko treści (stara dobra muzyka
elektroniczna), ale i formy - tak jak w latach 80, albumy wydałem na kasetach
magnetofonowych. Zresztą trudno to wszystko zawrzeć w dwóch słowach, przeto
zapraszam do zaglądnięcia na stronę wydawnictwa -
http://republika.pl/old_skool/ Tak czy inaczej, aktualnie z kasą jest nieco
gorzej, toteż na razie wydawnictwo wyraźnie zwolniło... :-\
Alternative Pop: Skoro już padło słowo na ten temat - jaka jest, Twoim
zdaniem, obecna kondycja polskiej sceny elektronicznej?
Bookovsky:
Scena elektroniczna jest obszerna, choć mocno undergroundowa. Niektóre środowiska
są też niepotrzebnie skłócone, a w najlepszym razie jedni nie wiedzą wiele o
istnieniu drugich. W swoim kącie siedzą ludzie zainteresowani elektroniką
klasyczną, w innym kąciku siedzą fani EBM-synthpop-industrial, jeszcze gdzie
indziej tkwią ludzie od tzw. "nowej elektroniki"... Rzadko pojawiają
się osoby, które postrzegają muzykę elektroniczną bardziej całościowo, które
zdają sobie sprawę, że każdy z tych nurtów niesie coś wartego uwagi. A szkoda.
Alternative Pop: Jakich polskich muzyków elektronicznych cenisz
najbardziej? Jacy są, Twoim zdaniem, najbardziej godni polecenia?
Bookovsky:
Lubię sobie posłuchać Polarisa, EL_Vis też jest dobry. Podobała mi się demówka
Bodycall... Ostatnio znalazłem fajny polski industrial - Haven... Zenial robi
niezłą "nową elektronikę". Warto wymienić też Egoist... Controlled
Collapse mi się podobało... Trudno, doprawdy, wymienić wszystkich
interesujących twórców, dlatego piszę tylko o tych, których ostatnio sobie
zapuszczałem. Jak skończymy tę rozmowę to na pewno przypomni mi się jeszcze
kolejnych dwudziestu. :-\ Uważam po prostu, że polska elektronika nie wypada
wcale gorzej, niż zachodnia.
Alternative Pop: Koncertów jak i większych wydarzeń elektronicznych jest w
Polsce stosunkowo niewiele. Ty jednak zdołałeś pojawić się i zagrać na kilku z
tych bardziej znaczących. Jak je oceniasz, zarówno z perspektywy grającego, jak
i widza?
Bookovsky:
Myślę, że widziałem takich imprez stanowczo zbyt mało, by jakoś miarodajnie się
wypowiedzieć. Dodatkowo na niektórych (takich jak na przykład Zlot
Elektronicznych Fanatyków) byłem tak dawno, że trudno mi powiedzieć, czy
przypadkiem od tamtego czasu wydatnie się nie zmieniły. Technicznie to chyba
najlepiej wyglądała impreza, której premiera miała miejsce w tym roku, czyli "Elektroniczne
pejzaże muzyczne". Generalnie stwierdzam, że po prostu warto jeździć na
wszelakie elektroniczne imprezy w kraju, bo jeśli publiczność nie będzie
dopisywać, to imprezy zdechną.
Alternative Pop: Wiele się mówi ostatnimi czasy o piractwie i jego szkodliwym,
a dla undergroundu wręcz zabójczym charakterze... Jak to jest postrzegane od
strony osoby tworzącej "niepopularną" muzykę?
Bookovsky: Z
jednej strony ludzi nie stać nawet na utrzymanie rodziny, więc nie ma się co
dziwić, że nawet wydatek trzydziestu złotych na płytkę to dla nich dużo. Ale z
drugiej strony, piratowanie polskich wydawnictw alternatywnych, to faktycznie
"podrzynanie gardła" twórcom. Nie dziwi mnie, że coraz więcej osób
wydaje albumy on-line, bo inaczej to w ogóle nie ma sensu. Ostatecznie i tak
wszystko ląduje na twardych dyskach w postaci MP3. Już nie tylko poszczególni
wykonawcy wrzucają płyty w sieć (jak Line256 lub Boom Operator), ale nawet
powstają sobie całe "sieciowe" labele. Mimo to, ja - jako człowiek
starej daty ;) - nie przepadam za MP3. Jak chcę mieć płytę, to dosłownie -
fizycznie. Dlatego mam nadzieję, że muzyka alternatywna nie przeniesie się
wyłącznie do Internetu, bo to jednak kolejny stopień niżej w stronę
undergroundu. A zależy mi na rozwoju i promocji elektroniki.
Alternative Pop: Wiem, że materiał na Twoją nową płytę, "Book of
Sky" różni się trochę od poprzednich nagrań. Możesz objaśnić na czym owa
różnica polega?
Bookovsky:
Trudno mi powiedzieć, czy się różni... Druga płyta była bardziej melodyjna,
trzecia - analogowo-trance'owa. A ta będzie niejako połączeniem tych dwóch,
jeśli chodzi o kompozycję. Do analogowo-trance'owych elementów dodałem dosyć
fajne harmonie, całość jest znacznie bardziej melodyjna, niż
"ANALOGy". Po raz pierwszy u mnie, pojawi się na tej płycie gitara
elektryczna. No chyba, że chodzi Ci o dwa utwory symfoniczne, jakie się tam
pojawią. :)
Alternative Pop: Szczerze mówiąc właśnie one zaprzątały moją uwagę...
Bookovsky:
To faktycznie może trochę nietypowe, jak na berliński trance (dla
niewtajemniczonych - to takie granie post-Tangerine Dream). Ale jakieś drobne
symfoniczne elementy były jednak na mojej drugiej płycie. Tutaj po prostu
uległy znacznemu rozwinięciu. A muzyka poważna, a zwłaszcza symfoniczna, bardzo
mnie interesuje. Co nie znaczy, że porzucę granie "berlina", wcale
nie zamiaruję ;)
Alternative Pop: Czy już coś wiadomo o dacie premiery?
Bookovsky:
Oj nie. To nie takie proste - wydać muzykę elektroniczną. Prawdopodobnie album
ukaże się w przyszłym roku. Zresztą i tak brakuje mu jeszcze solówki gitarowej,
którą zagra (znana z nieco innej elektroniki) Vocoderion.
Alternative Pop: Geiger Box jest obecnie projektem jednoosobowym. Czy
zmieni to w jakiś znaczący sposób charakter muzyki?
Bookovsky:
Trudno powiedzieć. Materiału na nowy album jest narazie bardzo niewiele.
Niewątpliwie Foltman miał duży wpływ na muzykę zawartą na płytce
"Humanity". Ja natomiast planuję, że ewentualny nowy album zawierać
będzie klimaty podobne jak w poprzednim - trochę klasycznego electro, trochę
EBM, i oczywiście darkwave. Trudno powiedzieć, który element przeważy. ;)
Alternative Pop:
Inspiracje. Każdy twórca je posiada, niekiedy bardzo zróżnicowane, czasem wręcz
zaskakujące. A jakie są Twoje?
Bookovsky:
Głównie jest to muzyka, której słucham. Ale również literatura/film SF i
fantasy. A także 8-bitowe komputery. Ich brzmienie itp :)
Alternative Pop: Czy masz jakieś swoje ulubione płyty? Takie, do których
wracasz chętniej niż do pozostałych?
Bookovsky:
Chyba każdy takie ma. Do moich ulubionych zalicza się na przykład "Heaven
& Hell" Vangelisa. "Zoolook" Jarre'a. Większość płyt Deine
Lakaien. "Electric Cafe" i "Computer World"
Kraftwerku. "Masterpieces" Koto. "Front by Front" i
"Official Version" Frontu 242. Albumy Adiemusa... Wymieniać można by długo. :)
Alternative Pop: Muzyczne plany na przyszłość - tę bliższą jak i dalszą?
Bookovsky:
Najpierw przydałoby się wypuścić kolejny solowy album (czyli "Book of
Sky"). Po drodze parę projektów pod pseudonimami. Chcieliśmy ostatnio na
przykład wydać płytę z muzyczką old-school/rave, ale wciąż nie jestem pewien,
czy to wypali. A co do dalszych planów, to zamierzam powoli sobie pracować nad
nowym materiałem na kolejną płytę Geiger Box.
Alternative Pop: To nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć powodzenia. I
dziękuję za rozmowę.
Bookovsky:
Wzajemnie :)
Wywiad
dla portalu
Fort Lyck Magazine (z
roku 2010)
Bookovsky to postać doskonale znana wśród fanów klasycznej
elektroniki. Zaczął jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Jego cztery albumy
solowe spotkały się z pochlebnymi opiniami zarówno recenzentów jak i miłośników
elektroniki. Ostatni jak dotąd - "Book Of Sky" spotkał się nawet z oceną
najlepszego polskiego krążka szkoły berlińskiej. Rozmawiamy o kondycji muzyki
elektronicznej, miłości, harmonice, płytach kompaktowych, Atari Falcon... Nie
mogłem również nie zapytać o klasyków gatunku - Jarre`a, Shulze czy Bilińskiego.
FORT LYCK: Ostatnia Twoja płyta solowa ukazała się już
cztery lata temu. Pierwsze pytanie nasuwa się więc samo. Kiedy nowy materiał
sygnowany przez Bookovsky`ego ?
Bookovsky : Obawiam się, że nieprędko. Nie mam przekonania, czy ludzie sypiący
płytami "jak z rękawa" robią dobrą muzykę. Dużo nie znaczy dobrze. Nawet w
seksie. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, że jakiegoś wielkiego zapotrzebowania
na "Berlin" to nie ma. Ja nigdy nie robiłem muzyki dla siebie tylko dla ludzi.
Znam większe przyjemności, niż wielogodzinne niszczenie kręgosłupa przed
monitorem Atari ST. Wole kupić sobie przysłowiowe 5 piw i obejrzeć kreskówkę z
Batmanem. Nie ukrywam jednak, że ostatnio nachodzą mnie myśli o zrobieniu czegoś
nowego. Najbardziej interesujące według mnie w muzyce jest pokonywanie przeszkód
sprzętowych, jak to miało miejsce na przykład w latach siedemdziesiątych. Żeby
osiągać ciekawe efekty wbrew niedoskonałościom hardware'u. Dzisiaj to facet
włącza laptopa i ma przed sobą całe studio. Cóż to za wyzwanie. Nuda, łaskawco.
Jakkolwiek jakiś czas temu odkryłem, że zabytkowy już dzisiaj Atari Falcon ma
niezwykle ciekawe możliwości syntezy dźwięku. Oczywiście procesor 16Mhz nie da
zbyt dużej ilości kanałów, ale skoro drzewiej mogli zgrywać po jednej ścieżce,
to i dzisiaj można. Byłby do tego perkusista i może gitarzysta, jeśli się
znajdzie. To na razie tylko pomysły, nic więcej.
- Jakiś czas temu mówiłeś o projekcie założenia własnego
labelu i wydawania na kasetach limitowanych albumów twórców muzyki
elektronicznej.
- Wydawnictwo działało przez parę lat (2005 - 2007) i wydało kilka pozycji.
Udało się opublikować materiały takich autorów, jak El_vis, Piotr Krupski/Tomasz
Łosowski ex-Kombi jako Kombimus, Nerious i Aqmoolator. W końcu zaprzestałem tej
działalności, bo zainteresowanie elektroniką było nazbyt niskie, a poza tym
liczba posiadaczy magnetofonów skurczyła się skrajnie, heh. Szkoda bo zawsze
lubiłem ten nośnik.
- Ostatnio jeden z naszych czytelników domagał się aby na
łamach Fortu Lyck pojawił się wywiad z Tobą.... Fanów więc masz cały czas. Jak z
Twojego punktu widzenia wygląda obecnie kondycja krajowej sceny klasycznej
muzyki elektronicznej?
- To dziwne. Jacy fani??? ( śmiech ) Myślałem, że to ludzie tak starzy, że
wszyscy już nie żyją. (śmiech) Sytuacja klasycznej elektroniki? Chyba wygląda
dobrze. Ja to od lat słucham bardziej black-metalu (śmiech) więc mogę się tak w
100% nie orientować, ale wydaje mi się, że jest OK. Nerious, Mr Smok i wielu
innych utalentowanych ludzi. Andymian wciąż chyba jest aktywny. Amee Agaru miał
świetne kawałki przecież. Trudno wszystkich wymienić. Gorzej z wydawcami. Na
szczęście jest GENERATOR. Mimo to, należy zauważyć, iż wydawanie płyt CD jednak
zaczyna być bez sensu. Jak pomyślę, że mam kupować coś tak wielkiego i
nieporęcznego, to mi się odechciewa. Jeśli już kupuję nowe płyty, to i tak czeka
mnie późniejsze ślęczenie nad nimi, żeby do WAV-ów to cholerstwo pozrzucać,
nazwy powpisywać, na playera przekopiować... Praca jak w kamieniołomie. Jest już
od dawna pora, aby zmieniono ogólnie obowiązujący nośnik. Bowiem pośród
słuchaczy to już lata temu zmienił się on na obiekty wirtualne, że tak powiem.
MP3 nie wszyscy lubią, ale WAV-y też każdy player czyta. Wynika z tego, że ze
sprzedażą płyt jest i będzie coraz gorzej. To badziewie jest tak wielkie, że
mógłbym je zamiast koła zapasowego w aucie wozić. (śmiech)
- A czego jeszcze ostatnio, oprócz black metalu, słuchasz
?
- Power-metalu. (śmiech) Czasem elektroniki klasycznej także. Właściwie to
powstaje teraz tak obszerna masa muzyki wszelakiej, że właściwie słuchacz staje
przed taką muzyczną ścianą i w sumie nie wiadomo, co z tym robić. Od razu dodam,
żebyśmy się dobrze zrozumieli. Jest to muzyka naprawdę dobra, ale występuje w
tak wielkiej ilości, że nie ma czasu nawet pobieżnie zapoznawać się z kolejnymi
pozycjami. Znak czasów. Pod takim naporem napływających danych, człowiek zaczyna
się zamykać i ja na przykład w wyniku omawianego zjawiska powróciłem do starych
albumów, których słuchałem, będąc nastolatkiem. Hmm. Między innymi dlatego ja
sam przestałem zajmować się komponowaniem. Inni robią to równie dobrze, a jest
ich taka liczba, że dokładanie kolejnych utworów do tej masy po prostu nie ma
sensu.
- Jarre, Vangelis, Schulze.... To ikony światowej
elektroniki. Często podajesz ich twórczość pośród swoich inspiracji. A co
sądzisz np. o Marku Bilińskim, który w latach 80-tych był jednym z pionierów
tego gatunku w Polsce?
- Dokładnie to samo. Polska nie jest jakąś "dziurą w ziemi", też znajduje się "na
świecie". Muzyka Bilińskiego jest istotną częścią światowej elektroniki. Co
ciekawe, najwięcej dla jego promocji za granicą robi scena 8-bitowa i Amigowa.
Często ludzie za granicą znają bardzo dobrze poszczególne kawałki Marka
Bilińskiego, tyle że w wersji na Amigę, ZX Spectrum, czy Atari XL. (śmiech)
- Jestem ciekaw jeszcze innego klasyka - Jarre`a. Szczerze
mówiąc, moje słuchanie klasycznej elektroniki zaczęło się właśnie od niego...
Twoja ulubiona płyta Jarre`a ?
- Ja chyba również zacząłem słuchać elektroniki właśnie od Jarre'a. W każdym
razie pierwszym świadomie zakupionym przeze mnie albumem elektronicznym był
"Zoolook". I nie ukrywam, że jest to moja ulubiona płyta tego wykonawcy. Potężne
brzmienie, jak również rozumna zabawa samplerami robiły wrażenie. Zresztą moja
pierwsza forteklapa, to też był sampler. Mam sentyment do tych urządzeń.
Oczywiście używanie ich musi być oparte o dobry sequencer i dobry edytor sampli,
a nie o bezładne batożenie dźwiękami.
- Czy doświadczenia z obcowania właśnie np. z power
metalem czy black metalem przenosisz jakoś do kompozycji elektronicznych?
Oczywiście jak już zasiądziesz do tego procesu bo ostatnio, jak sam mówiłeś,
masz przerwę...
- Bardzo wiele. Z jednej strony występują tam często piękne symfoniczne
konstrukcje, o których współczesna elektronika może sobie najwyżej pomarzyć. Z
drugiej strony muzyka metalowa ma moc i dynamikę, której niejednokrotnie
elektronice brakuje. Tego typu elementy mogą być zauważalne na płycie "Book of
Sky". I choć wywodzą się z innej gatunkowej półki, to jednak - jak się okazało -
dobrze wpasowują się w elektroniczne sekwencje. Prócz tego, metal jako muzyka,
wciąż przekazuje jakieś uczucia. Charakteryzuje się konkretną strukturą;
wyczuwalna jest praca włożona przez muzyka w stworzenie jakiegoś dzieła. Są to
istotne elementy odróżniające realny proces artystyczny od czynności polegającej
na nasraniu we włączony wentylator i obserwowaniu, co też z tego wyszło na
płótnie. O ile wszystkie te pozytywne elementy wciąż jeszcze występują w
klasycznej muzyce elektronicznej, o tyle tzw. "nowa elektronika" to już typowy
numer z wentylatorem.
- Dość często zwracasz uwagę, że we współczesnej muzyce
zapomina się o melodyce i harmonii, które to były podstawą działań klasycznych
twórców muzyki elektronicznej... Czy te dwa elementy są dla Ciebie najważniejsze?
- W muzyce obiektywnie, a nie tylko "dla mnie" najważniejsze są takie elementy,
jak melodyka, harmonika, rytmika, frazowanie. To składniki podstawowe, które
niejako konstytuują dzieło muzyczne. Nie są oczywiście elementami jedynymi. Dla
sonorysty na przykład ważne przecież będą inne składniki. Toteż nie odnosiłem
się do muzyki generalnie, a tylko do elektroniki. I nie do każdej, jeno do tej,
którą ktoś pociesznie określił mianem - "nowa elektronika". Nie zrozummy się źle
- współczesne rzeczy ambientalne bywają bardzo dobre, również niektóre płyty
eksperymentalne uważam za interesujące lub klimatyczne i warto ich posłuchać, co
też czasem czynię. Lecz idąc dalej, jeśli ktoś rozsypuje piłeczki pingpongowe na
struny fortepianu, to ustalmy jednak, że nie napracował się tyle, ile kompozytor
pracujący w studiu nad utworem muzycznym. Taki "pingpongista" miał jednak
przynajmniej jakiś zamysł. No chyba, że był pijany i się potknął. Natomiast
prymitywne zestawianie kilku plików *.wav na laptopie stanowi zwykłą nieudolność,
a publikowanie wyniku tego procesu pod szyldem muzyki elektronicznej jest
zabawne w takim samym stopniu, jak nazywanie "sztuką" pociesznego pląsania
małpki na ramieniu kataryniarza.
- Klaus Schulze w bardzo dawnym wywiadzie stwierdził, że
muzyka to rodzaj miłości. Też tak uważasz?
- Miłość? No nie wiem. Nie spotkałem się z czymś takim w naturze. Pojęcie
miłości to tylko taki konstrukt, mający sztucznie uwznioślić akt kopulacji;
umniejszyć nieco jej zwierzęcy charakter. Może masz jednak rację, że coś w tym
rodzaju może występować u człowieka w odniesieniu do jakiegoś stałego elementu
jego życia, a takim elementem może być tworzenie muzyki. O ile ludzie nie są w
stanie wykrzesać żadnych pozytywnych uczuć w stosunku do siebie nawzajem (jakkolwiek
mogą doskonale wręcz udawać, na zasadzie czegoś w rodzaju mentalnej mimikry), o
tyle istnieje pewnie u człowieka coś takiego, jak jakieś realne przywiązanie do
określonej czynności lub miejsca.
- Jako Bookovsky wydałeś cztery duże albumy. "Analogy" i
"Book Of Sky" są bez problemu do kupienia np. na generator.pl . Pozostałe
zapewne można również zdobyć, choćby pisząc do Ciebie. Która z Twoich płyt
osiągnęła jak do tej pory najwyższy próg jeśli chodzi o liczbę sprzedanych sztuk?
- Pierwszy album, wydany przez DIGITON w roku 1996 nie jest dostępny w
oficjalnej formie, z powodu wyczerpania nakładu, ale jeśli ktoś wyraża chęć
zakupu, to samo nagranie cyfrowe mam i wysyłam. Nie dysponuję za to okładką. Co
do największej ilości egzemplarzy, to nie mam pojęcia, bowiem wszyscy ci wydawcy
w głównej mierze wszelką kasę (lub jej większość) wielkodusznie pozostawiają
sobie. Nie wspomnę o notorycznym niespełnianiu obowiązku informowania autora o
sprzedaży. Oczywiście dzisiaj to już mnie nie interesuje, tyle przecież lat
minęło. Jak ktoś jest nieuczciwym gnojem, to niech żyje z czymś takim na
sumieniu. O ile je posiada. Elektronika w ogóle sprzedaje się w jakichś
śmiesznych ilościach, przynajmniej w porównaniu do mainstreamu, więc ostatecznie
nie ma o czym gadać.
- Życzę powodzenia i mam nadzieję, że dość szybko jednak
wydasz materiał, o którym nieco wspomnieliśmy przy okazji tej rozmowy.
- Wielkie dzięki. Co do albumu, to obawiam się, że nieprędko, ale kto wie, czego
się człowiekowi zachce na starość. ( śmiech )
- Dzięki za wywiad
Rozmawiał Arkadiusz Zacheja