MICHAŁ BUKOWSKI -
WIERSZE
Oto macie przed sobą kilka wierszy miłosnych (z czasów, kiedy jeszcze
wydawało mi się, że jest dla kogo je pisać), które powstały na przestrzeni
wielu lat. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, to może rzucić okiem.
Dlaczego cię kocham?
Bo
śniłem o tobie, zanim cię spotkałem.
Bo
pragnąłem okryć twoje – moim ciałem.
Uwierzyć
nie mogłem, żeś nie jest aniołem,
Dopóki
twej dłoni, miła, nie dotknąłem...
Tak
cudnie się śmiałaś, żem patrzył w zachwycie
I
myślał: „Piękniejszej przez całe swe życie
Jam
nie znał kobiety!!” Tak było i będzie.
I
ja będę wielbił cię zawsze i wszędzie
I
każdy mężczyzna, który cię oglądał,
Później
będzie marzył o tobie... Pożądał...
Ale
na marzeniach skończy się rzecz cała,
Boś
ty już jest moja i mnieś się oddała!!
Więc
tak sobie myślę, gdy się do mnie śmiejesz:
Za
co cię tak kocham? Za to, że istniejesz...
Wiecznie żywi
Zmienię
łez Twych perły w śmiechu deszcz perlisty,
a
dzień Twój - w słoneczny, choć wczoraj był mglisty...
Odmienię
Twe życie na sił swoich miarę,
nic
Ci już nie będzie przeszkodą, ciężarem...
Krzywdy
Ci nie zrobią Ludzie Podłych Myśli...
Przy
mnie nawet złego nic Ci się nie przyśni!!
Zapomnisz
o troskach, smutkach i kłopotach...
Ja
Twą Drogę Życia ze szczerego złota
całą
wybuduję... Wieczorem, czy z rana,
wciąż
przy Tobie będę, moja Ukochana...
Stanę,
by Cię bronić, by Cię uszczęśliwić...
Dzięki
tej miłości będziem wiecznie żywi!!!!
Tam
nie zwykły dawniej patrzeć moje oczy,
Gdzie
cisza i spokój, gdzie miłość panuje...
Tyś
to mię miłością ową obdarzyła,
Z
Twej woli w mym sercu spokój dziś króluje.
Bo
Ty mnie pokochać chciałaś – i umiałaś,
Więc
cóż ja innego, jak nie miłość właśnie
Oraz
życie moje dać Ci w zamian mogę?
Póki
serce bije – miłość ma nie zgaśnie.
Piękność
Twego ciała i duszy przymioty
Sprawiają,
żeś w całym jest świecie jedyna:
Nie
ma tutaj Tobie podobnej istoty.
Chciałbym
ręce zanurzyć w Twoje włosy lśniące,
Jak
w potok, jako w burzę, jak w kwiecie pachnące...
Chciałbym
móc Cię otoczyć czule ramionami,
Głowę
złożyć pomiędzy Twoimi udami,
By
na policzku poczuć jedwab Twego ciała...
By
dać Ci taką rozkosz, jaką Ty mi dałaś
Samym
swoim widokiem, samym głosem swoim...
Tulić
Cię delikatnie chciałbym – i powoli –
By
Cię, luba, nie spłoszyć, jak ptaka pięknego
(Jako
tęcza cudnego, takoż ulotnego),
Co
kryjąc się w listowiu – zachwyt wywołuje,
Lecz
z gałązki trzaśnięciem – w niebo ulatuje...
To
bym pragnął uczynić... To i wiele więcej,
Gdyby
to Twemu ciału były moje ręce
Boga
nieprzeniknioną wolą przeznaczone,
A
dusza ma – Twej duszy... Ot, myśli szalone;
Jam
jest tutaj, samotny, Ty z nim... Znać to snadnie:
Jaki
skarb ma przy sobie – nigdy on nie zgadnie.