Macie oto przed sobą mój tekst, jaki pisałem sobie powoli, krótkimi akapitami (jak Friedrich Nietzsche, hehe, obym tylko nie skończył tak, jak on) od roku 1995. Tekst ów rozrastał się; dopisywałem doń sukcesywnie kolejne akapity, gdy tylko jakiś problem zaintrygował mnie na tyle, by rozważania o nim przelać na papier. Lub do *.DOCa. ;-)

Pracę niniejsza skończyłem spisywać w roku 2004. W tymże roku ukazała się ona w druku.

 

 

 

 

 

 

Michał Bukowski

 

ROZMYŚLANIA CHAOTYCZNE

1995 — 2004

 

 

 

 

Zawarte tu akapity są moimi przemyśleniami lub uwagami na różnorodne tematy, aczkolwiek nie znaczy to absolutnie, że się z nimi zgadzam. Przeciwnie – częstokroć są one całkowicie sprzeczne z mymi poglądami. Jednakże skoro o pewnych sprawach wiemy bardzo mało, to sądzę, iż można na ich temat dywagować w sposób dość dowolny. Być może właśnie kontrowersyjne sądy najbardziej zbliżą nas do odkrycia jakichś prawd?

 

 

Wybierając swych przedstawicieli do władz, ludzie wciąż powtarzają pewien błąd. Nie pamiętają mianowicie, iż każdy człowiek wypełnia swe życie różnymi świństwami bądź świństewkami. Przekręty i machloje to nasza specjalność. Jeżeli dany kandydat na stanowisko państwowe ma tak zwaną >>nieposzlakowaną opinię<<, nie znaczy to przecież, że jest święty!! Tylko idiota mógłby tak sądzić. Osobnicy z ową >>nieposzlakowaną opinią<< to spryciarze, którzy doskonale się kamuflują. Czyż nie lepiej wybierać tych, o których wiemy, iż mają to i owo na sumieniu?? Skoro dotąd nie byli wystarczająco przebiegli, możemy domniemywać, że po objęciu tego czy innego urzędu, ich nieuczciwe posunięcia nadal będą wychodzić na jaw.  Oczywiście jedni i drudzy będą po dojściu do władzy robić naród w konia, ale „świętych” nikt na tym nie przyłapie - mają zbyt dużą wprawę w ukrywaniu swych matactw.

 

 

Ten, kto powiedział, że Człowiek ma wolną wolę, jest kłamcą. Przecież to oczywista nieprawda!!!! Ciągle robimy coś dokładnie przeciwnego, niż byśmy chcieli. Wciąż powtarzamy: „Ja tego nie chciałem!!”, „Nie chciałem, by tak wyszło!!!”, „Powiedziałem to, ale naprawdę tak nie myślę!!!!”... Przypomnijcie sobie, jak wiele takich sytuacji przydarzyło się Wam. Nasze umysły - owszem - mają swobodę myślenia, lecz jeśli chodzi o realizację powstałych, w umysłach owych idei, to jest już dużo gorzej... W sytuacji, którą wcześniej tysiąc razy odgrywaliśmy w myślach, zachowamy się najprawdopodobniej zupełnie inaczej, co zwykle oznacza: ‘głupio’... Jesteśmy uwięzieni w swoich ciałach. I niech nikt mi nie wyskakuje z rzeczami typu: postawa deklarowana versus postawa rzeczywista!!! Faktem jest, że najczęściej zachowujemy się zupełnie inaczej, niż byśmy pragnęli!!!! Dzieje się tak dlatego, iż Człowiek jest wyposażony przez Stwórcę we wspomnianą swobodę myślenia, nie posiada jednakże zbyt wiele wolnej woli...

 

 

Już dawno ludzie przestali zachowywać się rozsądnie. Może nigdy tego nie robili?? Racjonalne zachowanie nie jest cechą rasy ludzkiej. Nie dostrzegamy lub raczej nie chcemy dostrzegać oczywistości. Kamuflujemy nasze, jakże debilne i głupie postępowanie, tak zwaną „wyższą koniecznością”, ogólnie przyjętymi normami itp... Czynimy tak, ponieważ nie możemy przyznać się sami przed sobą, że ludzka cywilizacja zupełnie nie ma sensu, sposoby jej funkcjonowania można najpełniej określić jako kuriozalne, a my sami jesteśmy potworami. Podtrzymujemy nieprawdziwą wizję rzeczywistości po to jedynie, by przedłużyć swoją marną egzystencję. To jest w sumie zrozumiałe, instynkt samozachowawczy podpowiada, iż brak jakiegokolwiek porządku sprowadzić może zagładę... Patrząc jednostkowo, człowiek, któremu udowodni się, że wszystkie podstawy, na jakich oparł całe swe życie, są błędne, może nawet oszaleć. Ale prawda jest taka, iż gdyby jakieś wyższe Byty stworzyły dla eksperymentu istoty inteligentne, lecz zaprogramowane tak, by dochodzić do celów jak najtrudniejszymi drogami nie dostrzegając rzeczy oczywistych, to wyszli by Im ludzie. Bo jeśli ktoś nie widzi prawdy,  to natychmiast stworzy sobie jej protezę.

 

 

Nietolerancja... Nierówność... Dyskryminacja... W naszym świecie udajemy, iż kobiety niczym nie różnią się od mężczyzn, że Murzyni są „biali inaczej”, a tak w ogóle to nie ma żadnych Murzynów: są Afro-Amerykanie (vide Kazik). Dążymy do zunifikowania ludzkości. Do zatarcia różnic. Czy robimy tak, bo jesteśmy humanitarni i chcemy zlikwidować  wspomniane przeze mnie na wstępie zjawiska?!? Przecież uczynienie z Ludzkości jednolitej, bezbarwnej - dosłownie i w przenośni - masy podobnej do gówna, pozbawionej charakteru, to wyzbycie się Człowieczeństwa!! Otóż taki krok wcale nie rozwiąże problemu. Ale uczynimy ów krok ze strachu. Ze strachu, że nigdy nie wyplenimy dyskryminacji, nietolerancji itp... Popełnimy to swoiste samobójstwo, bo nigdy nie zaaprobujemy różnic między nami. I właśnie dlatego je zatrzemy, produkując straszliwe Babochłopy, zabarwione na szaro. Oto wizja Człowieka Przyszłości.

 

 

Zakochujemy się w różnych osobach. Czasem nawet żyjemy z nimi dość długo... Poznajemy je, przywiązujemy się... Ale jak zareaguje zakochany człowiek, gdy dowie się, iż osoby, którą ukochał ponad życie - tak naprawdę nie ma??? Że NIGDY nie istniała????!!! Czy psychika człowieka jest zdolna wytrzymać tak zaskakujący cios?! Nagle obiekt mojej miłości znika. Szukam, dzwonię na policję... A po paru strasznych dniach telefon: „Tak... Badaliśmy pańską sprawę. Tak, ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, że poszukiwana osoba nie istnieje i nigdy nie istniała”. Takie wydarzenie mogło by doprowadzić do utraty zmysłów!!!! Do utraty wiary we własny rozsądek!!!! Ale czy na pewno? Czy istotnie wyobrażenie o reakcji na taką sytuację pokrywać się będzie z prawdą? Moje pytanie może się wydać niedorzeczne. „Jak to?!?” - powie ktoś - „To oczywiste, że mało kto przetrzyma psychicznie taki nagły, irracjonalny cios!!”... Być może... Możliwe, iż właśnie tak jest... Lecz czyż w istocie rzeczy takie sytuacje nie zdarzają się nam ciągle??!!! Tak!! WCIĄŻ!!! Wystarczy pomyśleć, jak działa miłość... Czyż jesteśmy w stanie naprawdę poznać drugą osobę?? Czy nie jest tak, że wcale nie poznajemy swego partnera, a jedynie tworzymy sobie w umyśle jego obraz?? Jego wizerunek doskonały??!! Jeśli patrzymy na ukochaną osobę przez pryzmat naszych o niej wyobrażeń, które w znakomitej większości przypadków nie mają odbicia w rzeczywistości, to moment „opadnięcia woalu pozorów” należało by porównać do zniknięcia człowieka, którego do tej pory uważaliśmy za personę nam doskonale znaną. Gdy partner odchodzi, nasze myśli przybierają często formę słów: „Dlaczego?!! Czemu on/ona porzuciła mnie?!?? Ta wspaniała i kochająca osoba po prostu NIE MOGŁA tego uczynić!! To nie w jej stylu!!!! Nie ona!! Gdzież jest ta wspaniała istota, którą kochałem?!?”... No właśnie. Gdzie jest ten człowiek?!? Gdzie się podział!???? Hmmmm.... Prawda jest taka, iż on NIGDY NIE ISTNIAŁ!!!!!!!! Osoby takowej NIGDY NIE BYŁO!!!!!!!!!!

A jednak prawie nikt z tego powodu nie popada w chorobę psychiczną...

 

 

Tylko polityk o UMIARKOWANYCH poglądach ma na celu dobro społeczeństwa. Jeśli ktoś ma poglądy skrajne - jest politykiem, który na celu ma dobro własne i chce jedynie zaspokoić swoje ambicje oraz wcielić w życie swoje mrzonki. I nie jest to zależne od jego orientacji politycznej.

 

 

Hmmmm... Jestem człowiekiem wierzącym. I to mocno. Chadzam nawet do kościoła, co w czasach dzisiejszych jest raczej rzadkością... Ale moja wiara nie jest ślepa. Chyba każdego chrześcijanina pobudza do rozważań widok cierpienia innych. Zwłaszcza małych i bezbronnych. W każdym razie mnie zdarza się to bardzo często. I zastanawiam się, dlaczego Bóg pozwala, by tak się działo. Księża tłumaczą to testem, jaki Bóg dla nas zgotował. Może to i prawda. Ale czy kapłani nie mylą się przypadkiem w interpretacji...? Może zasady owego „testu” są inne, niż im się wydaje?

Wychodząc z założenia, iż Bóg jest bezgranicznie dobry, można wysnuć przypuszczenie, że chce On, abyśmy również byli dobrzy i zawsze bezwzględnie obracali się przeciwko złu. Walczyli ze złem. A skoro mamy dążyć do doskonałości, być możliwie najbardziej podobnymi Bogu, wspierać jego walkę ze złem, to nie jest wykluczone, że test, jaki przechodzimy tu, na Ziemi, ma pokazać, czy się do tego nadajemy. Czy bez względu na wszystko będziemy niszczyć zło? Niezależnie od jego pochodzenia? Czemuż więc godzimy się na to, co często spotyka wspomnianych na początku bezbronnych? Czemu tłumaczymy Boga z jego braku obrony tychże? Może On wcale nie tego od nas oczekuje?

Jestże możliwe, iż „test” ma wykazać, czy w walce o dobro, zwrócimy się przeciwko KAŻDEMU, nawet przeciwko samemu Bogu? Czy dopiero wtedy On stwierdzi, że jesteśmy godni, by stanąć z Nim do walki przeciwko wspólnemu wrogowi?

 

 

Dobrobyt jest wtedy, gdy najlepiej żyje się przestępcom, a kryzys jest wówczas, kiedy jedynie przestępcom żyje się dobrze.

 

 

Łatwiej jest być uczciwym, gdy ma się za co żyć. Nie istnieją zatem uczciwi nędzarze, gdyż człowiek egzystuje bez jedzenia nie więcej, niż dwa tygodnie. Biedak, który nie chce się skalać występkiem - umiera z głodu. Chociaż jest to w sumie bardzo oczywista konstatacja... Mimo to umieszczam ją tutaj dla osób, które powtarzają: „Brudny? Obdarty? To na pewno złodziej”.

Czyli dla wszystkich.

 

 

Tak się ostatnio wciąż mówi o tym, iż Bóg nas - przebywających na Ziemi - opuścił, że się nami zupełnie nie zajmuje...

Ale obserwując ludzi, którzy Boga nie znają, nie wierzą weń - zaczynam dostrzegać, jak wiele Bóg robi dla osób wierzących, a pozostających wciąż na tym świecie. Jeśli mianowicie ktoś żyjący tutaj osiąga w miernym przynajmniej stopniu spokój i wewnętrzną równowagę (która bazuje na wierze), to jest to oczywisty cud, gdyż nie zawaham się nazwać naszego świata piekłem, gdzie atmosfera nie sprzyja raczej owej wewnętrznej równowadze. Bóg w nagrodę za wiarę zsyła takim ludziom spokój i nie wątpię, że nikt nigdy nie zauważy, iż jest to zjawisko cudowne. Ludzie nigdy niczego nie zauważają... A wspomniane już kilkakrotnie: spokój tudzież wewnętrzną równowagę, nazywam szczęściem. Nie wiem też, czy ten akapit ma sens dla kogokolwiek poza mną...

 

 

Zawsze najbardziej obawiałem się zarzutów irracjonalnych, powodujących spory bezsensowne, gdyż ich przedmiot jest sprawą oczywistą. Próbuj się bronić, gdy ktoś zarzuca ci, iż jesteś wielbłądem... Taka sytuacja przeraża mnie, ponieważ nasuwa podejrzenie, że któryś z uczestników dyskusji jest niespełna rozumu. A nigdy tak naprawdę nie jest oczywiste, który...

Niestety z upływem lat coraz częściej zdarzają mi się takowe dysputy.

O czym to może świadczyć?

 

 

Wciąż zastanawiam się, jak pozostać czystym, całe życie pływając w gównie.

 

 

Dlaczego każdy dyrektor jest bydlakiem?

Bo nikt uczciwy nie zaszedłby tak wysoko.

 

 

"Uczciwy człowiek powinien codziennie chodzić do pracy, po ośmiu godzinach - wracać do domu, oglądać telewizję, potem zaś - spać. Na drugi dzień uczciwy człowiek powinien iść do pracy, wrócić do domu, oglądać telewizję........."

Jak to się stało, że nigdy wcześniej nie zauważyłem, iż ludzie żyją w kieracie, w który sami siebie zaprzęgli?? Oczywiście czytałem o tym i tak dalej, ale nigdy to do mnie nie dotarło. Nawet kiedy poszedłem do pracy, jakoś tego nie odnotowałem. I dopiero ten pies uświadomił mi w całej jaskrawości, jak bardzo taki kierat jest przerażający. Idąc do pracy, zobaczyłem po drodze leżące obok zwłoki psa przejechanego przez samochód. Właściwie to tylko pół psa: tylnej jego części nigdzie w pobliżu widać nie było... Na drugi dzień znowu go ujrzałem. Przechodząc obok truchła w dniu trzecim dotarło do mnie z przeraźliwą jasnością, że będę go oglądał całymi miesiącami, codziennie o tych samych porach, idąc do pracy i obserwując jego powolny rozkład. I będę tamtędy chodził dużo, dużo dłużej, gdy jego już zupełnie nie będzie...

Czarny pies w brązowej obroży. A właściwie połowa psa.

 

 

Jako dzieci ludzie marzą o tym, by zostać strażakiem, albo żołnierzem... Jako młodzież snują nieco inne plany: chcą zostać muzykami, poetami, reżyserami........

Najczęściej te marzenia pozostają niezrealizowane. Jako dorośli - ludzie wiodą ponure, jednostajne życie.

Zastanawiam się, czy słuszna będzie tu następująca konstatacja: jeśli marzenia z dzieciństwa spełniały by się, to kto sprzątał by klatki schodowe, kto wywoził by śmieci??

 

 

Jeśli istotnie cechą umysłu ludzkiego jest ciągłe interpretowanie ORAZ fabularyzowanie, to sny mogą być jedynie próbami zinterpretowania i sfabularyzowania procesu nie mającego NIC wspólnego z samym doświadczeniem rzeczywistości: procesu przetwarzania danych zebranych za dnia.

Zakładam, że umysł używa wówczas możliwie najdalszych skojarzeń - aby upodobnić jakoś do swojskiej rzeczywistości procesy skrajnie odległe od 'dziennej' pracy mózgu/umysłu; procesy, które przypominają łacniej pracę komputera przetwarzającego dane, niż pracę świadomego umysłu. Dla porównania - przykład skojarzenia bliskiego: dzwoni dzwonek u drzwi, a śpiącemu śni się w tym momencie, że ktoś dzwoni do drzwi, wchodzi itd; podobne zjawiska zna chyba każdy z nas. Śniący umysł reaguje na impuls ze świata zewnętrznego. Dodam, iż gdyby wzmiankowany dzwonek przekształcił się we śnie w dźwięk Dzwonu Zygmunta lub upadającej szklanki - również uznałbym to za skojarzenia bliskie.

Podobne zjawisko może mieć miejsce podczas choroby psychicznej: uszkodzony umysł wykonuje najdziwniejsze i najbardziej karkołomne operacje, prawdopodobnie nawet zupełnie bezsensowne, a wciąż jakaś jego część usiłuje je interpretować i fabularyzować, używając mechanizmu podobnego do opisanego powyżej. Praca takowa odbiera możliwości i czas umysłu na kontakt z rzeczywistością, jest on więc prawie żaden, albo wręcz zerowy. Najdalsze (bądź rzadziej - nieco bliższe) skojarzenia stają się wówczas podstawową zasadą działania umysłu, drogą chorego do świata zewnętrznego i - jednocześnie - drogą (kluczem) dla terapeuty do WEWNĄTRZ świata chorego. Jednocześnie jednak użycie tej jedynej drogi dotarcia do zwichrowanego umysłu będzie zadaniem niezwykle trudnym lub wręcz niewykonalnym, albowiem człowiek o umyśle pracującym w sposób klasyczny, nie pojmie torów skojarzeniowych umysłowości chorego; zdrowy posługuje się nimi tylko podczas snu, a na jawie każdy z nas używa jedynie skojarzeń bliskich.

Różnica jest tu tak wielka, że nawet nie potrafiłbym podać przykładu skojarzenia dalekiego, gdyż tylko jeden jego kraniec znajduje się w dobrze nam znanej rzeczywistości. drugi znajduje się w świecie niewyobrażalnym.

Czyli bliskie skojarzenia to takie, których oba krańce tkwią w naszej rzeczywistości, w której obowiązuje zasada relewantności (na przykład obrazu) - do skojarzeń używamy kilku najbardziej charakterystycznych cech obiektu. Skojarzenia dalekie nie bazują na tej zasadzie; umysł śpiącego bądź chorego, będąc zmuszonym do fabularyzowania elementów biegunowo odległych od rzeczywistości, 'łapie się' (niemalże jak tonący brzytwy) cech wybranych losowo, wcale nie tych najbardziej charakterystycznych. Bo też rzeczy, które jest zmuszony kojarzyć nie mają ze sobą nic (bądź prawie nic) wspólnego.

 

 

Prawdziwa demokracja skończyła się wraz z końcem starożytnej Grecji. Każdy, kto twierdzi inaczej jest kłamcą lub idiotą. W naszych czasach demokracja jest niemożliwa, bardzo rzadko ujrzeć można jedynie jej kalekie, żałosne parodie. Żyjemy w świecie całkowicie totalitarnym, gdzie w każdej chwili można nawet sprawdzić, w jakim miejscu na Ziemi się znajdujemy, a pieniądz nigdy jeszcze nie był tak ważny i jednocześnie – tak potężny. To gorsze, niż panoptikon.

 

 

Teoretycznie wszyscy powinni godziwie zarabiać. W rzeczywistości jednak nie zdarza się to często. Pierwszą myślą jest: „to źle”. Ale z drugiej strony... Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy wszyscy mają duże pensje. Jeśli niewykwalifikowany robotnik, bądź tak zwana ‘babcia klozetowa’ itp. zarabiać będą duże pieniądze – a chyba nikt nie sądzi, iż osoby takie lubią swój zawód – to będzie ich stać na to, by zmienić swą pracę na mniej męczącą tudzież obarczoną większym prestiżem w społeczeństwie. Nikt, kto zdobędzie dużo pieniędzy, nie będzie  z własnej woli tkwić pół życia w cuchnącej toalecie. Za pomocą zdobytej gotówki osoba taka załatwi sobie szybko lepszą pracę. (Niekoniecznie bardziej dochodową, bo jeśli każdy godziwie zarabia, to nie w tym tkwi problem). Kto wówczas będzie wykonywał tę ‘brudną robotę’?? Któż zechce męczyć się w fabrykach lub wykonywać inne – wciąż przecież bardzo potrzebne zawody??

Czy może to być czyjeś celowe działanie? To, że pewna ilość ludzi żyje bardzo ubogo? Czy zarabiają tak mało po to, by nie móc się ‘podnieść’, by siedzieli cicho i robili swoje: męczące, ohydne zajęcia, nie dające ani krztyny satysfakcji, a jednocześnie – tak bardzo potrzebne do właściwego funkcjonowania naszej cywilizacji??

 

 

Młodemu małżeństwu z dziećmi bywa pewnie ciężko. Nie przeczę – mogą mieć różnorakie problemy: wewnętrzne i zewnętrzne. Ale potem, po wielu latach, gdy rodzina zbiera się przy wigilijnym stole i składa sobie życzenia, to wszyscy jej członkowie (choć każdy z osobna) modlą się już tylko, by w przyszłym roku zasiąść w tym samym składzie...

 

 

Wierzę w Boga.

Ale czy wierzę Bogu...?

 

 

Człowiek jest jak alkoholik, ukrywający swe skłonności przed innymi i przed sobą samym. „...napijmy się z okazji imienin, wypijmy z okazji urodzin, dziś święto narodowe – może więc łykniemy...”

Mawia się, iż człowiek zabija dla pieniędzy, za wiarę, z miłości... A przecież tak naprawdę robi to, bo lubi. I już robić MUSI. Ponieważ człowiek uzależniony jest od zabijania.

 

 

Patrzymy z przerażeniem, jak pojawiają się kolejni fani takiego, czy innego seryjnego mordercy, rozsławionego przez telewizję, jak coraz więcej krwi przelewa się w wizualnych środkach przekazu... Czemuż jesteśmy tym zaskoczeni? Przecież to nic nowego. Nic się nie zmieniło od setek lat. Owi seryjni mordercy to współcześni gladiatorzy – uwielbiani przez rządne krwi tłumy – telewizja zaś – to ich Koloseum...

 

 

Mawia się, że zemsta jest rzeczą niegodną, nieetyczną... Że tylko wymierzenie kary przez sąd jest ludzkie. Jakże można było by się z tym zgodzić!??! Uważam, że tylko zabicie z zemsty, na gorąco, w afekcie - jest w ogóle jakoś wytłumaczalne. Zimne, beznamiętne zamordowanie przerażonego i bezbronnego człowieka na krześle elektrycznym, oczekującego na wykonanie wyroku w niewyobrażalnym przerażeniu i napięciu, jest nieporównywalnie bardziej nieludzkie, niż zasłużony odwet, powodowany wściekłością i słuszną nienawiścią do krzywdziciela.

 

 

Zauważyłem, że człowiek – prócz zwykłej umiejętności słuchania rozmówcy - posiada zdolność wypowiadania w myślach słów swego interlokutora dokładnie w tym samym momencie, w którym ten je emituje. Zupełnie, jakby znał je, zanim ten drugi je wypowie. O czym to może świadczyć...?

 

 

Co jest gorsze: przemoc fizyczna, czy psychiczna? Spokojny człowiek, zaatakowany na ulicy, najczęściej stara się uciekać. Zaś ten sam spokojny człek, będąc psychicznie torturowanym (na przykład przez członka rodziny) – w końcu może go nawet zabić, często w okrutny sposób... Oprawca znęcający się fizycznie nad ofiarą, zmusi ją prawdopodobnie w końcu do nagłego odwetu, zostając przez ofiarę zabitym. Ten zaś, kto męczy drugiego psychicznie, sprawia, że dręczony, w akcie podobnym transgresyjnemu, wyobraża sobie jak najgorsze tortury zgotowane swemu katowi. Nie jest powiedziane, że zostaną one zrealizowane, lecz zmierzam ostatecznie do tego, iż nie ma różnicy pomiędzy przemocą fizyczną a psychiczną: oba zjawiska są jednakowo obrzydliwe i odstręczające.

 

 

Z jednej strony korci mnie, by napisać, iż kultura współczesna zmierza w kierunku zła, bo każdy - nawet dziecko ze szkoły podstawowej - zapytany czy wolałby być człowiekiem złym, czy raczej głupim, odpowie niewątpliwie, że złym. Przyznaję, że taka gradacja wartości jest zjawiskiem interesującym, a można by je też było nazwać niepokojącym. Można by.

Z drugiej jednakże strony uważam, że stawianie takiego pytania nie ma w ogóle sensu, albowiem doświadczenie uczy, iż człowiek głupi zawsze bywa jednocześnie zły.

 

 

Jeśli miałbym możliwość zapytać wszystkich ludzi, czy człowiek ma wolną wolę, to jaki procent zapytanych odpowie, że tak? Sądzę, że większość.

Jeśli zatem mógłbym spytać wszystkich ludzi, co jest najważniejsze w życiu człowieka, to co odpowiedzą? Myślę, że odpowiedź zabrzmi: „miłość”.

A jeżeli faktycznie tak jest, to dlaczego człowiek nie ma możliwości decydowania o tym, kogo pokocha? Czemu nie ma na to żadnego wpływu?

 

 

Ludzkie problemy miłosne wynikają z tego, iż partnerzy traktują się w łóżku - i poza nim - jak kochankowie, a powinni traktować się:

w łóżku – jak kochankowie,

a poza nim – jak przyjaciele.

 

 

Wszystko wskazuje na to, że należę do ostatniego pokolenia, które uważa, iż ‘Mona Lisa’ jest lepsza, niż rendering.

 

 

Wyobraźmy sobie, że jeden człowiek strzela do drugiego, a ten po prostu umiera. A teraz wyimaginujmy sobie, iż jeden człowiek bierze ciężki kij i bije drugiego człowieka po głowie, tułowiu, nogach, narządach rodnych, bije go długo i bez litości, a w wyniku tych niewyobrażalnych tortur ten drugi człowiek w końcu ginie.

Niech mi ktoś teraz wytłumaczy, jak nieludzka i diaboliczna jest kultura, w której pobicie ze skutkiem śmiertelnym jest traktowane przez prawo ŁAGODNIEJ, niż natychmiastowe morderstwo.

 

 

Stwierdzenie, że jesteśmy jedynymi żywymi istotami we wszechświecie, bazujące jedynie na badaniu kilku pobliskich planet, bądź nawet całego naszego układu słonecznego (a pewnie i dalej), jest równie prawomocne, jak konstatacja człowieka żyjącego w wielkim mieście i wyglądającego przez okno na opustoszałą ulicę: „Och! Jestem jedynym człowiekiem na świecie!!”

 

 

Co krok wymyślamy nowe usprawiedliwienia. To blokowiska są powodem atrofii więzi międzyludzkich, to telewizja, to znów samochód lub internet... A prawda jest taka, że przyczyną zaniku więzi międzyludzkich jest człowiek.

 

 

Nie ma jedynie słusznych poglądów. Nie istnieją takowe, albowiem każdy człek jest omylny, toteż odrzucić należy tezę, iż czyjeś poglądy mogą być rozstrzygające. Cóż więc w tej sytuacji czynić? Powinniśmy zapoznać się z różnymi wizjami świata i przyjąć te, które najbardziej nam odpowiadają. A gdy już to zrobimy – powinniśmy zawsze postępować zgodnie z naszymi poglądami, jako że TYLKO w ten sposób nadajemy im cechy prawdy. Nie ma innej alternatywy dla człowieka uczciwego.* 

 

* Oczywiście zdaję sobie sprawę, że twierdzenie takie pewni ludzie mogą wykorzystać do usprawiedliwienia czynienia zła, lecz nóż kuchenny też nie musi posłużyć do krojenia chleba, a przecież nie zakażemy produkcji i sprzedawania takich noży... Cały ten akapit zapisałem mając na uwadze jedynie sposób na godne, dobre życie.

 

 

Prawdziwym głupcem, niegodnym szacunku, nie jest ten, kto niczego nie wie, lecz ten, kto mając możliwości – nie chce zdobywać wiedzy.

 

 

Dawniej wydawało mi się, iż – jeśli kocham kogoś bezgranicznie – to ów nie ma prawa miłości takiej odrzucić lub jej z czasem zdradzić. Lecz teraz już od lat zdaję sobie sprawę, że kochanie jest uczuciem tak wielce osobistym, że chyba tylko cudowi należy przypisać, iż czasami zdarza się wzajemna miłość dwóch osób. Toteż wcale nie musi oznaczać, że – skoro ja cię wciąż kocham – to ty również jesteś do tego zobowiązana...

Ale widzisz – jeśli już nie chcesz mojego uczucia – to po prostu wypierdalaj.

 

 

Dałeś nam, Boże, rozum i jednocześnie instynktowną chęć uprawiania miłości... Równie dobrze mógłbyś dać nam instynkt samozachowawczy wraz z przemożną chęcią rzucania się w dół z każdej napotkanej skały...

 

 

Jeśli moja kobieta zapyta, jak bardzo ją kocham, odpowiem, że bardzo. I będzie to prawda. Jeżeli spyta mnie, czy kocham ją bardziej od moich poprzednich partnerek – odrzeknę, że tak. To również będzie prawda. Ale jeśli zada mi pytanie, czy bardziej od niej kochał BYM inną kobietę, gdybyśmy my się nie spotkali – dyskusję zakończę, gdyż poziom owej urągał by mojej inteligencji i naszej miłości.

 

 

Miłość nie jest niczym skała; nieskończenie niezmienna i trwała. Miłość ludzka jest jak roślina. Można ją pielęgnować – w sobie oraz w swoim partnerze - troszczyć się o nią tak, aby w pełni rozkwitła i przeżyła swe życie wraz z nami... Można też ją stłumić, ukryć przed światłem słonecznym, tak aby zmarniała i w końcu umarła, skończyła się. Od każdego jednego człowieka zależy, co ze swą miłością uczyni. Ale – co najważniejsze – troska o uczucie czasem nie wystarczy... Bo tylko od charakteru danego człowieka zależeć będzie, czy miłość jego podobna będzie sekwoi, czy też pokrzywie...

 

 

Dawniej myślałem, iż są rzeczy, których zohydzić się nie da. Dziś już wiem, że człowiek zohydzi wszystko. Ale właśnie fakt, że potrafimy zbrukać dosłownie wszelką ideę, każdą rzecz, tenże fakt stawia nas dużo niżej, od zwierząt...

 

 

Myślę, więc zdechnę.

 

 

Wszystkie rzeczy (działania, przedmioty, zdarzenia) prowadzić powinny do jakiegoś celu. Podążają doń swoim nurtem w czasie. Wszelkie zaś dążenia, wszystkie przedmioty i zdarzenia, które zatrzymują się w miejscu, nie prowadząc już do niczego – jakkolwiek nie były by piękne – będą bezużyteczne.

 

 

Ludzi fascynuje pojęcie nieskończoności. Nie mieści im się w głowach, że coś może być nieskończone. Ja natomiast uważam nieskończoność za coś bezpiecznego, a wręcz swojskiego. Uważam tak, ponieważ nieskończoność jest dla mnie opozycją do pojęcia ‘nicości’. Nie w rozumieniu próżni kosmicznej, bo nawet w niej co jakiś czas napotkać można taką czy inną cząstkę, lecz właśnie tego, co POMIĘDZY tymi cząstkami. Tego – czyli niczego. Jak może istnieć zupełnie nic? Czy też – innymi słowy – jak może nic nie istnieć?! Ludzie wciąż naukowo zajmują się tym wszystkim, co wypełnia przestrzeń. Mnie bardziej interesuje, Z CZEGO przestrzeń owa się składa, jak jest zbudowana. Myśl, że wszechświat jest nieskończony nie wywołuje we mnie strachu, ni nawet niepokoju. Przeciwnie – myśl takowa uspokaja mnie. Zrozumiem taki wszechświat. Nawet, jeśli to będzie nieskończone uniwersum składające się z pomniejszych wszechświatów, takich, jak nasz. Lecz na myśl, że w którymś momencie ‘kontinuum rzeczy’ kończy się, a za nim już ZUPEŁNIE nic nie ma, włos jeży mi się na głowie. Przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że rzeczy z czegoś się zazwyczaj składają. Z czegóż więc składa się tak ‘nicość’, całkowicie pusta przestrzeń pomiędzy cząstkami?

A teraz mały zwrot w rozważaniach. Idźmy dalej i podzielmy pojęcie nicości na dwa, znacznie się od siebie różniące. W tak wielkim stopniu omawiane pojęcie nicości jest mi obce, że w powyższych frazach niepoprawnie i niewłaściwie, jak mniemam, połączyłem w jedno dwa osobne pojęcia. Albowiem jednak w próżni kosmicznej, pomiędzy rzadko spotykanymi cząstkami COŚ się zawiera. Tym CZYMŚ jest przestrzeń: wciąż przecież realny składnik naszego fizycznego świata. Więc nie należy łączyć jej z pojęciem pustki całkowitej, jaka znajdować by się miała poza światem rzeczy, gdyby ów był skończony. Tam nie było by już kompletnie NIC – nawet przestrzeni. Również i czasu, jak sądzę...

Tak czy inaczej, paradoksalnie wychodzi na to, że w moim mniemaniu nieskończoność - pomimo, iż z natury rzeczy nieograniczona – sama jest jednak swoistym ograniczeniem: dla nicości. Choć oczywiście obie są całkowicie hipotetyczne, albowiem aktualnie nie mamy pojęcia, czy wszechświat jest skończony, czy też nie. Rozważam więc tu jedynie same pojęcia.

 

 

Zazwyczaj, koszmar, który nam się śni powoduje, iż budzimy się, czując ulgę. Jest jednakże dużo gorszy rodzaj koszmaru. I są to niestety sny bardzo dla mnie typowe. Koszmary, które powodują, iż budzę się z przerażeniem, rozglądając się wokół i uświadamiając sobie, iż był to tylko sen.

Są to najstraszniejsze sny, jakie miałem I jednocześnie najpiękniejsze...

 

 

Jeśli nie potrafisz okazać swej nienawiści wrogowi, nigdy nie będziesz umiał okazać miłości swym przyjaciołom.

 

 

Tak zwana ‘kultowość’ nie jest zasługą autora ni dzieła, lecz odbiorcy.

 

 

Coraz więcej samobójstw wokoło...

Ale ludzie nie popełniają samobójstw z powodu swoich problemów.

Oni je popełniają, gdy widza, ze ich problemami NIKT się nie interesuje.

 

 

Chrześcijanie raczej boją się Sądu Ostatecznego. Wizja tegoż bywa zazwyczaj przerażająca. Ja zaś czekam nań z utęsknieniem. Życie wokół, zasady moralne, spojrzenie na historię – to wszystko stało się tak relatywne i subiektywne, że marzę już tylko o tym, by pod koniec mojego życia (lub po mej śmierci) ktoś autorytatywnie i nieomylnie powiedział mi, czy żyłem dobrze, czy źle i czy moje decyzje były właściwe, czy też błędne.

A póki co i tak po prostu będę robił swoje...

 

 

Jeżeli kiedyś, w przyszłości, istnienie prekognicji (potocznie i niewłaściwie zwanej jasnowidzeniem) zostanie naukowo udowodnione, będzie to jednocześnie niezbity dowód na brak wolnej woli u człowieka.

 

 

Po latach trwania związku, ludzie mogą zacząć odczuwać niechęć do swych partnerów, często obwiniając ich o masę nieistotnych rzeczy, nierzadko zupełnie niesłusznie.

Dzieje się tak, ponieważ ludzie usiłują w ten sposób ukryć fakt, że w istocie są źli na samych siebie o to, iż nie potrafią już dostrzec w partnerze tego ‘czegoś’, co wciąż umieją zobaczyć w nim ludzie obcy.

 

 

Dawniej wydawało mi się, iż kolejnej wojny światowej już nie będzie, gdyż – jak sądziłem – była by ona nieopłacalna finansowo; skoro światem rządzi pieniądz, to tzw. bogacze niewątpliwie nie pozwolą już kolejnemu nacjonalistycznemu krzykaczowi na zakłócenie ich stabilizacji finansowej, co niewątpliwie miało by miejsce w sytuacji nowej wojny dużego formatu.

O ile z grubsza tor mojego myślenia nie uległ zmianie, o tyle wiele rzeczy wskazuje na to, iż zmieniła się sytuacja zewnętrzna: wojna światowa może zacząć być przedsięwzięciem wcale opłacalnym, zwłaszcza w obliczu kumulacji wielkich kapitałów w rękach pojedynczych osób lub rodzin, posiadających niekiedy sumy większe, niż budżety państw.

 

 

Państwo jako instytucja, ma charakter organizacji mafijnej; ściąga od ludzi haracz, oferując w zamian iluzoryczne usługi, jak choćby złudne bezpieczeństwo – głównie bezpieczeństwo przed samym państwem, które – jak na mafię przystało – szykanuje tych, którzy płacić nie zechcą.

 

 

Język zaczyna stanowić pułapkę, w której już prawie całkowicie uwięźliśmy. Oczywiście to my sami ową pułapkę zastawiamy, by zagłuszyć zdrowy rozsądek, stanowiący do tej pory ostatnią instancję, jakiej językiem oszukać się zbyt łatwo nie dało.

Niebawem jednak zupełnie pozbędziemy się tego „niewygodnego problemu”, jakim jest zdrowy rozsądek.

 

 

Nasz pierwszy kontakt z obcą cywilizacją będzie prawdopodobnie wyglądał następująco:

1)      Błysk

2)      Bum

Bo jeśli obcy są mądrzy i oświeceni, to czem prędzej nas rozwalą, kiedy tylko dostrzegą, jak się wzajem traktujemy.

Jeżeli zaś są oni agresywni i grubiańscy, to rozwalą na z przyzwyczajenia.

 

 

Jestem typowym teoretykiem. Takiego człowieka może czasami nieźle się czyta, ale w praktyce nie ma zeń żadnego pożytku.

 

 

Przeczytałem już wystarczająco dużą część Biblii, by wiedzieć, że jeśli przeczytam całą, to niewątpliwie utracę wiarę.

 

 

Nasza cywilizacja daje wiele dowodów na to, że jest tworem żałosnym, ale dowodem koronnym jest fakt, iż ocenia ona poziom wtórnego analfabetyzmu na podstawie zrozumienia czegoś tak debilnego, jak instrukcja obsługi telewizora.

Skoro już teraz mogę zostać uznany za imbecyla i analfabetę, bo nie rozumiem ni słowa z totalnego bełkotu, zawartego w tego typu instrukcjach, to aż strach pomyśleć o przyszłości: cóż jeszcze może zostać uznane za kryterium oceny inteligencji i poziomu umysłowego?! Test na przeczytanie biletu autobusowego, czy egzamin na zrozumienie poetyckiej głębi książki telefonicznej?

 

 

Podług niektórych powinniśmy dla własnego dobra powrócić ‘na drzewo’.

Skoro tak, to ja z góry zamawiam sobie drzewo z telewizorem.

 

 

Pewni ludzie mawiają, że bogaci nic nikomu nie ukradli, a tylko zapracowali na swoje bogactwo. Lecz w sprzeczności z tym twierdzeniem stoi podstawowa zasada ekonomii: pieniądza nie można drukować w nieskończoność, bo wówczas traci on swą wartość - następuje inflacja. A znowu ilość kruszców jest przecież ograniczona.

Wynika stąd niezbicie, że niewielka grupa bogatych, która posiada już tak wiele, a przecież nadal dąży do permanentnego powiększania swego majątku (czyniąc z tego cnotę) - nie ma innego na to sposobu, jak tylko zabierać innym. W wyniku tego rosnąca ilość ludzi żyje w coraz większym niedostatku. Bo kapitału się nie tworzy. Kapitał można tylko kumulować, a to zawsze dzieje się kosztem innych.

 

 

Nie mam ciągot rasistowskich, więc osobnicy innych nacji i kolorów skóry zupełnie mi nie przeszkadzają. I jest tak dopóty, dopóki nie twierdzą oni, że z powodu karnacji lub narodowości są ode mnie lepsi.

 

 

Zrozumienie czegoś nie jest (tylko?) wynikiem jakiegoś procesu rozumowego, lecz stanem umysłu.

 

 

W mediach tak strasznie narzeka się, że ludzie w Polsce nie umieją prawie mówić o czymś innym, jak tylko o polityce. Że na każdej imprezie się o tym mówi, każde spotkanie kończy się tym tematem... Ale cóż w tym złego? Starożytni Grecy, których tak podziwiamy i wychwalamy, również żywotnie (być może to nawet eufemizm) interesowali się polityką.

Inną sprawą jest natomiast fakt, iż dla Polaków tematy polityczne to po prostu eskapizm. Tak, jak czytanie fantastyki. Pośród szarości i rozlicznych trudów życia, sfera polityczna wydaje się nam być (i jest) czymś niedosiężnym, dalekim i dziwacznym. Praktycznie, na tak zwane 'polityczne elity' nie mamy żadnego wpływu. Oddzielają się oni od nas kordonami policji, widać ich jeno za szybą szklanego ekranu...

Żeby więc zapomnieć o tym, co wokół nas - uciekamy często w baśniowy świat bogatych hoteli, drogich samochodów i potężnych ludzi, stojących ponad prawem, niczym dawni greccy bogowie. A przecież analogię do członków Panteonu można łacno posunąć dalej: nasi politycy są przecież dużo bardziej złośliwi, zachłanni i mściwi, niż zwykli ludzie. I tak samo utrudniają ludziom życie.

 

 

 

Jakiś czas temu napisałem, że takiego teoretyka jak ja, to być może dobrze się czyta, lecz w sumie nie ma zeń żadnego pożytku. Podtrzymuję to. Ale od pewnego czasu odnoszę wrażenie, iż z Szanownym Czytelnikiem jest podobnie. Czyta on niniejszy tekst (i inne), może czasem pokiwa głową w zadumie... Ale potem i tak robi dalej swoje.

 

 

Mężczyźni sobą pogardzają, a kobiety nienawidzą się wzajemnie. Często wykracza to poza ramy płci, co kończy się najczęściej tak, że kobiety nienawidzą mężczyzn, a mężczyźni pogardzają kobietami.

 

 

Prawdziwym mędrcem nie jest ten, kto daną mądrość wymyśli, lecz ten, komu uda się wcielić ją w życie.

 

 

I znowu odniosę się do czegoś, co ongiś napisałem. Z jednej strony faktycznie polityk radykalny bywa niebezpieczny.  Ale to jednak zależy od sytuacji. Jeśli kraj jest ustabilizowany i w miarę dostatni, to radykałowie nic dobrego mu nie przyniosą. Jednakże, jeśli dane państwo stacza się ku upadkowi, to jedynie radykalne posunięcia mogą je uratować.

 

 

Wiem, że codzienność Was dobija, że rutyna męczy, a rzeczywistość przytłacza. Ale walczcie.

Nie dajcie się zabić swojemu życiu.

 

 

Michał Bukowski, 1995 - 2004

 

 

 

Cały powyższy tekst jest autorstwa Michała Bukowskiego ( © 1995 — 2004 ); wykorzystywanie go w całości lub fragmentach bez zgody autora jest ZABRONIONE przez prawo autorskie. (O ile oczywiście znajdzie się ktoś na tyle durny, by chcieć ów tekst gdzieś wykorzystać)...